• Wpisów:143
  • Średnio co: 15 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 16:25
  • Licznik odwiedzin:7 958 / 2234 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

Nie jestem z niego zbyt dumna...Jakiś taki wyszedł...nudny. Następnym będzie lepiej, obiecuję.



********
Rano musiałam iść do pracy, więc napisałam coś szybko do Bruna. Chyba poradzi sobie z Zadehem i Zaimą…
Nie widziałam się z nim tego dnia, ani następnego. I kolejnego…Minęły cztery dni, gdy postanowiłam przed pracą pojechać do Hollywood Arena, gdzie chłopaki mieli próby przed Grammy.
Weszłam cicho do sali. Zaszyłam się w małym pomieszczeniu, z którego widziałam z boku scenę. Nie widzieli mnie.
Skończyli grać.
-Okej, jeszcze raz, dobra? – powiedział Bruno.
Usłyszałam zbiorowe jęknięcie.
-Stary, gramy to bez przerwy od 20 minut… - powiedział któryś z nich.
-Ale wychodzi beznadziejnie…
- Wcale nie, jest dobrze.
- Ty i Phil za późno wchodzicie, więc od razu wszystko się psuje.
-Ej, to ty spóźniasz się ze swoją solówką!
-No dobra, nieważne. Zróbmy sobie przerwę.
Usłyszałam jak odkładają sprzęt.
-Mamy jeszcze wodę? – spytał Bruno.
-Tak, jest tam.
Bruno ruszył w kierunku pomieszczenia, w którym byłam.
Wszedł i stanął zaskoczony.
-Oh. Kate. Em… Cześć, co tutaj robisz?
-Cześć… Ja… Możemy pogadać?
Głośno przełknęłam ślinę.
-Może chodźmy na zewnątrz?
Wyszliśmy tylnymi drzwiami. Z tyłu budynku było tylko kilka metrów kostki, z której wystawały kępki lekko żółtej trawy, a wszystko było ogrodzone zniszczoną siatką. Tego miejsca nie było widać z ulicy, więc kto by się przejmował estetyką.
Bruno usiadł na schodach, opierając łokcie na kolanach.
-To…No…Tego…- zaczęłam.
Nie ma to jak umiejętnie rozpocząć rozmowę.
-Kate, wiem o czym chcesz gadać. Możemy po prostu zapomnieć? Jakby tego wieczoru nie było?
Może rzeczywiście ma rację? Ale… przecież…
Nagle zdałam sobie sprawę, że ja miałam nadzieję, że to inaczej się potoczy…
Niech to.
-Tak, no jasne. Pewnie masz rację – powiedziałam.
Co innego mogłam zrobić? Bruno jest moim przyjacielem - powtarzałam w głowie.
-To… Ja…już pójdę…Muszę jechać.
-Ej, Kate, poczekaj. Mam bilety VIP na Grammy. No wiesz, dostałem dla siebie i chłopaków i dodatkowe. Miałabyś ochotę przyjść?- spytał uśmiechając się.
- No jasne! Ale teraz muszę jechać do pracy. No to.. cześć.
Jadąc do cukierni myślałam o tym, żeby iść na zakupy, bo w końcu to gala Grammy, muszę wyglądać naprawdę dobrze.
Lorry pożyczył mi swój samochód, bo wciąż jeszcze nie mam własnego. Gdy skręcałam w Older Road, otworzył się schowek po stronie pasażera. Schyliłam się, żeby go zamknąć, gdy straciłam na chwilę panowanie nad autem. Zaczęło skręcać, więc szybko odwróciłam kierownicę, a samochód zrobił slalom.
Jakiś zdenerwowany kierowca wcisnął klakson, a ja zauważyłam jak w moim kierunku machają policjanci z drogówki, żeby się zatrzymała.
Cholera.
Zjechałam na bok i spróbowałam się do nich uśmiechnąć, ale niestety mój uśmiech wygląda jak szczękościsk.
Odsunęłam szybę.
-Dzień dobry…
-Co to było? Ten slalom na drodze? Wie pani, że stwarza pani zagrożenie dla siebie i innych uczestników drogi?
-Wiem, ale ja tylko chciałam zamknąć schowek, który się otworzył, gdy skręcałam. Wie pan, te schowki…. Się tak… otwierają…- zaczęłam się plątać.
-Dokumenty poproszę.
Wygrzebałam z torebki prawo jazdy.
-Pani Cathrine Worley…Nic pani dzisiaj nie piła?
-Tak, to znaczy…eee…tak, nic nie piłam, proszę pana.
-Niech pani wysiądzie z samochodu i zrobi kilka kroków.
Świetnie, myśli że jestem pijana. Już miałam to zrobić, gdy zauważyłam, że mam na sobie super wysokie ( i super seksowne ) buty na obcasach. Chwieję się na nich trochę.. Zrobiłam te kilka kroków, ale im bardziej myślałam o tym, żeby się nie chwiać, tym bardziej chodziłam jak pijana.
-Oh, czyżby? Wie pani, że jazda pod wpływem alkoholu jest niedozwolona? I że stwarza pani zagrożenie dla siebie i innych użytkowników drogi?
Ktoś tu się powtarza…
-Nic nie piłam! To przez te buty, naprawdę. I bardzo śpieszę się do pracy więc…
-Proszę je więc zdjąć.
-Buty?
-Tak. - powiedział zniecierpliwiony.
Mam chodzić boso po chodniku? Jęknęłam w duchu i posłusznie zdjęłam buty. Przeszłam prosto kilka kroków.
-No dobrze… Tym razem dam pani tylko pouczenie. Ale to pierwszy i ostatni raz!
-Oczywiście. Bardzo dziękuję. Do widzenia.
-Oby nie - mruknął policjant, gdy wsiadałam do auta. Byłam już spóźniona do pracy, ale dzięki Bogu nie dostałam mandatu. I udało mu się udowodnić, że nie jestem pijana. Udało mi się też dotrzeć do pracy w miarę szybko.
Zapomniałam o Brunie i tym wszystkim. No dobra, może nie do końca… Skupiłam się na sprzedawaniu babeczek z czekoladą, który były hitem cukierni.
Byłam święcie przekonana, że wszystko będzie tak, jak dawniej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Mam małe pytanko, głównie do Hooligans. No więc - ostatnio widziałam w tv teledysk Rity Ory - "Hot Rigth now" chyba się nazywała ta piosenka. No i, co właściwie łączy Bruna i Ritę? Wg baardzo wiarygodnych portali plotkarskich i gazet są parą, ale myślę że niektóre z was są lepiej zorientowane i może Bruno kiedyś o tym mówił? To odpowie ktoś na moje pytanie? Tak z czystej ciekawości pytam, bo spotkałam się juz tym parę razy...
Btw, całkiem fajny głos ma ta Rita.
 

 
A machnęłam rozdziała. ; p Znowu. To ten nadmiar wolnego czasu. Ale niestety, ferie się już kończą... Ale jak się ma wenę to jeden odcinek piszę w godzinę. No dobra, może trochę dłużej, ale w każdym razie szybko...Tym razem się postarałam. Wyszło jak wyszło.

*****

-Zadeh… ile razy mam ci czytać Króla Lwa? Znasz to na pamięć… - jęknęłam, gdy maluch przydreptał do mnie znowu z książką, prosząc żebym mu poczytała. Setny raz dzisiaj…
-Proszę …- uśmiechnął się do mnie, pokazując dołeczki w policzkach.
-No dobra – wzięłam od niego książkę - Ej Bruno, co z tą kolacją? – spytałam, gdy Zadeh wdrapywał się na kanapę.
-Wszystko pod kontrolą! – odkrzyknął z kuchni.
Philip i Urbana zostawili nam masę jedzenia, jakby wyjeżdżali na tydzień. Dzisiaj na kolację miały być warzywa na patelnię - Bruno, który „ uwielbia” brokuły, oczywiście chciał zamówić pizzę, ale mu na to nie pozwoliłam. Ja bawiłam się z Zadehem, a on smażył te warzywa i zajmował się Zaimą.
Zadeh miał obsesję na punkcie Króla Lwa. Na serio. Nie lubił filmu, wolał książkę. Dzięki niemu znałam to już na pamięć. W końcu skończyłam mu czytać.
-Bruno, gdzie Zaima? – spytałam.
-O cholera. – usłyszałam z kuchni.
-Bruno!
-Spokojnie, już ją mam. Schowała się w swoim pokoju - Bruno z Zaimą na rękach przyszedł do salonu.
Dzieciaki uroczo bawiły się na podłodze klockami, a my rozmawialiśmy. Po dziesięciu minutach Bruno przypomniał sobie o warzywach. Pobiegł do kuchni. Poszłam za nim.
-Spaliły się. – powiedział, wyłączając palnik – Czyli zamówimy pizzę…
Podniósł patelnię, ale nie wpadł na to, że jest gorąca, więc nagle puścił ją, a ona spadła z hukiem na patelnię.
-Kur…
-Bruno! – przerwałam mu, widząc Zadeha zaglądającego do kuchni – Nie przeklinaj przy nim.
-Dobra, dobra. Zadeh, masz ochotę na pizzę?
Pozbyliśmy się spalonych warzyw i zamówiliśmy pizzę
Jutro, po południu miała przyjechać ich babcia, więc nie musieliśmy się nimi zajmować. Lubiłam Zadeha i Zaimę, to fajne dzieciaki. Ale wiecie – opieka nad dziećmi to nie taka prosta sprawa i po kilkunastu godzinach jest się już po prostu zmęczonym tym wszystkim.
Zjedliśmy pizzę. Udało nam się też położyć spać dzieci. Poszliśmy oglądać telewizję. Było już dość późno. Nawet w Kaliforni w zimie szybko robi się ciemno. Za oknami widać było już tylko słabe światła latarni. Ani mi, ani Brunowi nie chciało się ruszać z kanapy, więc jednym oświetleniem w pokoju był ekran telewizora migający co chwilę.
Po chwili rozmowy, nie mam pojęcia czemu, ale opowiedziałam Brunowi co zdarzyło się wtedy na parkingu przed studiem nagraniowym.
-…Wyglądał jakby się zmienił… - skończyłam mówić.
-Kate, ludzie tacy jak on się nie zmieniają. Ale dobrze, że nie przyjęłaś jego przeprosin. Bałem się, że to zrobiłaś, gdy zaczęłaś mówić. Chociaż ty jesteś zbyt inteligenta żeby to zrobić…
-Hm. Dzięki.
-Żałuję, że nie wyszedłem trochę wcześniej.– mruknął.
-Czemu? To nawet dobrze. Czasem trudno przewidzieć, co zrobić.
- Kate, jesteś moją przyjaciółką. On złamał ci serce, ja złamię mu nos.
Wiem, że tylko tak mówi… (No i wątpię, żeby dał sobie z Oliverem radę), ale to miłe…Nie jestem fanką przemocy, ale wiem, że Bruno nie reaguje tak na wszystko. Cieszę się, że jestem dla niego ważna.
Darowałam sobie moje ironiczne „jaaaasne”, i uśmiechnęłam się do niego. Odwzajemnił uśmiech. Nasze spojrzenia spotkały się na dłuższą chwilę. To było tylko kilkanaście sekund, ale wydawało się jakby to trwało wiecznie (wiem, jak to brzmi, ale naprawdę tak to odczuwałam)
Wtedy stało się coś dziwnego.
Ja i on zaczęliśmy się do siebie przysuwać. Widziałam tylko jego oczy…
W końcu nasze twarze dzieliły nas tylko centymetry. Słyszałam jego oddech, czułam zapach. Pachniał tak… po prostu Brunem…Przysunęłam się powoli bliżej.
Zamknęłam oczy.
-Kate…? Bruno…? – usłyszałam głos Zadeha.
Odskoczyliśmy od siebie tak gwałtownie, że prawie spadałam z kanapy.
Boże, czy my przed chwilą prawie się pocałowaliśmy….? Nie, to niemożliwe… Przecież…
-E…Czemu nie śpisz, Zadeh? - spytałam trochę nieprzytomnie.
-Nie mogę zasnąć…Poczytasz mi coś jeszcze, Kate? Proszę…
-No dobrze, jedna bajka.
Ulotniłam się z salonu, unikając jak ognia spojrzenia Bruna. On chyba robłi to samo.
Nie mieściło mi się w głowie to co przed chwilą się stało. Niby do niczego nie doszło, ale byliśmy przecież tylko przyjaciółmi! Przyjaciele nie chcą się całować. Gdyby nie Zadeh, pewnie byśmy to zrobili.
-Czemu przestałaś czytać?- szturchnął mnie malec.
-Przepraszam, zamyśliłam się.
Przeczytałam jeszcze kilka stron i Zadeh zasnął. Zgasiłam światło jego pokoju i wyszłam na palcach. Zaglądnęłam jeszcze po drodze do Zaimy. Mała miała mocny sen. Poszłam do salonu.
-To… tego… No… -przez tę niezręczną chwile zaczął plątać mi się język –Ja…Pojadę do domu, dobrze? Poradzisz sobie z dziećmi? – wyrzuciłam jednym tchem.
-Tak, no jasne – powiedział, dalej nie patrząc mi w oczy.
-No to…. Cześć…
Bruno otworzył usta jakby chciał coś jeszcze powiedzieć, ale potem je zamknął i wykrztusił tylko:
-Mhm… Pa…
Wzięłam kurtkę i wyszłam na zewnątrz. Idąc ulicą myślałam, że musimy o tym wszystkim pogadać z Brunem. Ale jakoś… nie wiedziałam co mu powiedzieć…Ale nie możemy się tak unikać, chociaż łatwiej byłoby udawać, że nic się nie stało.
Podobno przyjaźń między kobietą i mężczyzną jest możliwa. Do czasu.
  • awatar konczynka: też czekam na następny i obawiam się że będziesz nam musiala do konca zycia je tu wstawiac bo nie wiem jak inni ale ja chyba się od nich uzależniłam ;-)
  • awatar sleeping_beauty[♥]: Woow ! Widze że się rozkręcasz xdd czekam na więcej
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
I... motto życiowe Hooligans oraz filmik który na serio koocham.

Uwielbiam jak on na początku udaje angielski akcent. ;D
*3:40*
Puszczają fragment F.u Cee lo. od tego momentu zaczęłam mieć obsesję na punkcie tej piosenki.
Bo ona jest świeeetna.


Poza tematem: wczoraj w Empiku widziałam Do - wops and Hooligans - wersja zwyczajna - 39 zł z groszami (chyba, możliwe że coś mi się pomyliło) a reedycja z dodatkowymi piosenkami 59 zł...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
U... Dzisiaj 60 dzień na pingerze! Jeeeeej. I dokładnie 503 odwiedzin! Wiem, że to nie tak dużo w porównaniu z tysiącami odwiedzin jakie mają niektóre z was, Hooligans. Ale wiecie... to tylko 60 dni ; p
Eeej,mam 67 wpisów! :O Na serio uzależniłam się od pingera....
 

 
Skończyłam go pisać już wczoraj, ale zapomniałam dodać.

******


-Przepraszam panią, mógłbym poprosić jeszcze jeden kawałek tego ciasta czekoladowego?
-Tak, oczywiście, już przynoszę.
Uśmiechnęłam się miło do kolejnego klienta, co poskutkowało dość dużym napiwkiem. Zostało mi jeszcze tylko dziesięć minut. Cóż, praca nie była taka zła, a dobrze płacili. Dobiegał końca mój pierwszy dzień w „Cukierni babci Lou”.
Gdy skończyła się moja zmiana od razu poszłam do studia. Umówiłam się tam Brunem, że wpadnę do nich i pojedziemy do Philipa. Studio nagraniowe było przecznicę dalej. Zauważyłam Dre, stojącego pod budynkiem.
-Cześć – powiedziałam.
-O, cześć Kate. Co słychać?
-W porządku, właśnie skończyłam pracę.
-Pracę? Gdzie pracujesz?
-W „Cukierni babci Lou”. Bruno jest w środku?
-Tak.
Już chciałam wejść do środka, gdy usłyszałam czyjś głos.
-Kate?
Odwróciłam się. Cholera! On mnie prześladuje?!
-Czego ode mnie chcesz…Oliver? – powiedziałam zimno.
Zbliżył się do mnie.
-Ej, ej, gdzie się wybierasz ? – powiedział Dre, łapiąc go za ramię i popychając od tyłu. - Za to, co jej zrobiłeś, chciałbym…
Skąd Dre o tym wiedział?
-Dobra, dobra, wiem, możesz mnie uderzyć za to, co zrobiłem Kate. Proszę, zasłużyłem na to - widziałam, że on tylko tak mówi, tak naprawdę widziałam strach w jego oczach. Dre był od niego o głowę wyższy i na pewno silniejszy.
-Po to tu przeszedłeś?! Z chęcią to zrobię.
-Chciałem tylko pogadać z Kate.
-Ona nie chce z tobą gadać. Spieprzaj, zanim się zdenerwuję.
-Chcę to usłyszeć od niej. Kate, wysłuchaj mnie tylko…
-Czego chcesz? – spytałam.
-Ja… kocham cię Kate. Żałuję, że cię wtedy uderzyłem. Jestem… Ja… po prostu… Kate, wybacz mi. Przepraszam za to wszystko co ci zrobiłem. Proszę… Kate… Nie mogę bez ciebie żyć.
Część mnie chciała odejść, pokazując mu środkowy palec, ale druga cześć chciała przebaczyć mu i wierzyć, że nigdy tego nie zrobi. Coś ścisnęło mnie w dołku. Co mam mu powiedzieć? Wygląda, jakby rzeczywiście się zmienił…Mogę chociaż spróbować. Ale… Znowu stanęła mi przed oczami ta scena, gdy uderzył mnie w twarz… On znowu to zrobi. To błędne koło ; przebaczę mu, a on dalej będzie to robił. Nie mogę…
-Odejdź Oliver. Po prostu odejdź.
Rzucił mi ostatnie spojrzenie. Odwrócił się i odszedł. Naprawdę dużo mnie kosztowało, żeby nie przyjąć jego przeprosin.
Wtedy, dosłownie po paru sekundach ze studia wyszedł Bruno.
-Cześć, Kate.
Rzuciłam Dre spojrzenie, które miało mówić „Nie mów mu, że Oliver tu był”. Trudno powiedzieć, co strzeliłoby Brunowi do głowy…
-Cześć. Jedziemy do Lawrenców? – powiedziałam, siląc się na wesoły ton.
-Tak, Phil dzwonił i powiedział, że chcieliby pojechać trochę wcześniej.
-Pa Dre. – rzuciłam i dodałam bezgłośnie „Dzięki”.
Wsiedliśmy do samochodu. Byłam pochłonięta rozmyślaniami. Nie tylko o Oliverze…
Wjechał na pustą ulicę, co było dziwne o tej porze dnia. Bruno wystukiwał rytm jakieś piosenki na kierownicy nucąc sobie cicho.
-Co śpiewasz? – spytałam zapinając pas.
- To taki zarys nowej piosenki. Jeszcze jest niegotowa, pracujemy nad nią w studiu.
Pewnie niektórym ludziom wydawało się, że Bruno jest po prostu facetem, któremu się poszczęściło i może sobie teraz śpiewać. To nieprawda, on ciężko pracował, żeby móc teraz pracować w studiu i po prostu spełnić swoje marzenia. To nie było takie proste, jak wydawało się ludziom. Widziałam pracę w studiu, ćwiczenia przed koncertami i znałam Bruna dobrze. Ale zazdrościłam mu tego, że miał odwagę, żeby spełniać swoje marzenia. No bo przecież nie każdemu udaje się zrobić międzynarodową karierę. A ponieważ niedługo miałam zacząć studia, zastanawiałam się co robić… To znaczy - Lorry i Samantha chcieli, żebym poszła do jakiegoś college’u typu Yale, ale ja marzyłam o Szkole Projektowania Ubrań w Karolinie Południowej. Zawsze marzyłam o tym uniwersytecie. Od lat miałam zapełnione projektami ubrań zeszyty i segregatory. Uwielbiałam to robić - gdy słychać było tylko cichy dźwięk ołówka przesuwającego się po papierze, na którym powstawały projekty. Szyłam nawet własne ubrania…
-Bruno?
-Tak?
-Jak wyjeżdżałeś z Hawajów, wiedziałeś co chcesz konkretnie robić?
-Tak. Chciałem śpiewać. Po prostu. W Los Angeles jest więcej możliwości rozpoczęcia kariery.
-A… Co na to twoi rodzice?
-Nie byli zdziwieni. Ale wiedzieli, że to może mi się nie udać, i kiedy wyjeżdżałem, miałem wrażenie, że chcieli żeby został prawnikiem czy kimś takim. Ale ja chciałem robić to co kochałem. Wierzyłem, że mi się uda. To nie było proste, ale w końcu zrealizowałem to co chciałem.
Kiwnęłam głową.
-A czemu pytasz?
-Bo… muszę do marca wysłać podanie do college’u.
-Chcesz iść na studia?
-Tak.
- A gdzie konkretnie?
-Nie wiem. Myślałam o Yale, ale… chciałabym iść do college’u w Karolinie Południowej. Wiesz, projektowanie ubrań i takie tam…
-Kate, widziałem twoje projekty - jedź do Karoliny Południowej!
- Jeśli pójdę do Yale przynajmniej będę mieć zapewnioną prace na przyszłość, prawda? Nawet jeżeli uda mi się dostać do tego w Karolinie– ale co jeśli nie zrobię kariery?
-Nie dowiesz się czy ci wyjdzie, jeśli nie spróbujesz. Myślisz, że ja tak samo nie myślałem?
- Jest 80 procent szans, że mi się nie uda. Ile jest osób z marzeniami takim jak moje? Udaje się tylko nielicznym. Z resztą twój przypadek jest inny.
- To to samo, Kate! Ilu znasz piosenkarzy „jednej piosenki”? Nawet nie miałem planu „B”! Wierzyłem, że zrobię to o czym marzyłem. Udaje się tylko najtwardszym. Nie podawaj się już na starcie..
- Tekst jak tej piosenki z Muppetami.
-Don’t give up… - zanucił Bruno - Ale mówię poważnie. A widzę, że chcesz sobie odpuścić.
-Po prostu myślę racjonalnie.
-Gdybym myślał „racjonalnie” skończyłbym pewnie gdzieś na Hawajach, sprzedając ruszające się figurki tancerek Hula – powiedział, parkując pod domem Lawrenców.

******

Wiem, że nic się w nim nie dzieje, ale chciałam trochę przybliżyć postać Kate i ogólnie... No i gdybym dodała jeszcze jakieś wydarzenie to byłby strasznie długi, a wiem ze takie źle się czyta. Pisałam w Wordzie i ten odcinek miał dokładnie 889 słów...
  • awatar konczynka: świetny jest, czekam na następny :) Ps. jak dla mnie mógłby mieć i 2000 słów a i tak bym przeczytała ;)
  • awatar Just Perfect: figurki tancerzy-Brunów z ruszającymi się głowami...niezłe! :D
  • awatar Just Perfect: hahha przeczytałam „Cukierni babci Lol” xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
https://twitter.com/#!/BRUNOMARS

eeej, Bruno ma prawie 7 mln followers. Ciekawe, czy zrobi filmik. Hm... A może... Zróbmy akcję - "Bruno, jak będzie 7 mln followers pokazujesz się nam bez koszulki" ;D Hehe. Kto jest za, Hooligans?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Ja pierdzielę, przyjechałam do mnie kuzynka, która wielbi Justina B. Boże, za jakie grzechy puszczają na 4funTv czy jak to się tam pisze " Weekend z JB"... Jestem skazana na te piosenki. W czasie reklamy, poprosiłam żeby przełączyła na Vh1 i zaczęło lecieć It wil rain ;D Ja taka podjarana, mówię jej że bardzo lubię tę piosenkę, a ona powiedziała że jest BEZNADZIEJNA I SMĘTNA. Wkurzyłam się trochę, i ogólnie...Powiedziałam jej, ze on przynajmniej potrafi pisać DOBRE piosenki i jest naprawdę utalentowany. Potem ona coś zaczęła gadać o JB, że jest lepszy i jakieś głupoty, więc się wkurzyłam. Już chciałam sobie odpuścić, ale ona nie... Gadała coś o The Lazy Song, że beznadziejna...Sorry, ale ja o piosenkach JB nic nie mówiłam.Tolerowałam je, bo wiedziałam że go lubi ;/. Wkurzyłam się, ale nic jej nie odpowiedziałam. Dobra, może ja też powinnam nic nie mówić o tym jej JB, ale to ona zaczęła... w pewnym sensie...
  • awatar Story of Bruno Mars.: Omg . ! Niektórzy nie mają poczucia ogłady ,niestety :/ Za grosz wyobraźni i gustu muzycznego . To straszne ! Jestem z tobą :D
  • awatar Young, wild girl ♥: a weź to olej XD ważne ze ty wiesz jaki jest Bruno ! i to są twoje poglądy a nie jej .. ja mam tak samo w domu ... i to z siostrą ... XD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Niewielkie płaty śniegu spadały na ziemię, a niektóre opadały na moje włosy. Ściskałam kubek mojej kawy, kupionej przed chwilą w Starbuks. Dzisiaj, gdy chłopaki pojechali na tą całą imprezę, ja złapałam taksówkę i pojechałam na Broadway.
Zatrzymałam się na chwilę przy witrynie z wywieszonymi plakatami. Bardzo chciałam iść na jakiś musical, w końcu byłam w Nowym Jorku, grzechem byłoby nie zobaczyć żadnego znajdując się tutaj, na Brodwayu. Ale wieczorem mieliśmy samolot do Los Angeles.
Odeszłam od wystawy i poszłam dalej. Ulica się skończyła, więc skręciłam w 38 Aleję. Tam zatrzymałam się przy stoisku z gazetami. Moją uwagę przykuł nagłówek jakiegoś brukowca : Czy ona zniszczyła jego związek?! Pod tym krzyczącym niemal napisem znajdowało się zdjęcie Bruna. Zaintrygowana, co tym razem sobie wymyślili, ci tak zwani dziennikarze ( bo czy naprawdę zasługiwali na takie miano, siedząc w tych swoich biurach i pisząc wyssane z palca artykuły?).
Otworzyłam gazetę na właściwej stronie.

*Elaine Woods i Bruno Mars przestali być parą*
Powodem ich zerwania była pewna znajoma muzyka, która zniszczyła ich związek. Nazywa się Kate Janson i ma niecałe 19 lat.

Przeczytałam to zdanie i wydałam z siebie bardzo cichy okrzyk zdumienia. Co?!

Jak mówią znajomi Bruna, spędzała ona z nim mnóstwo czasu, co w końcu doprowadziło do tego, że i on się w niej zakochał. Nastawiała wrogo do niego Elaine, kłamała, wymyślając powody i prowokując go by z nią zerwał. „Nie mam pojęcia, co on w niej widzi. Jest straszna. Trudno z nią o czymkolwiek rozmawiać, bo zaraz reaguje złością . Jest cyniczna i złośliwa. Jego poprzednia dziewczyna była zupełnie inna” – mówi przyjaciel Bruna.

Jaki, do cholery, przyjaciel?! Nie wierzyłam, że to mógł być ktoś z zespołu. Philip na pewno nie, Eric też nie, Phredley… mało prawdopodobne, on jest taki miły. James,Kameron, Dwayn… Nie, to też mało prawdopodne. Kenji? Nie… Dre? Też nie…
Czytałam dalej ten szmatławiec. Były jeszcze zdjęcia - wtedy po powrocie z Południa, z lotniska, i nawet te z Central Parku. Nie wierzyła w to, co tam przeczytałam. Wg gazety byłam okropną dziewczyną, która doprowadziła do zerwania Elaine i Bruna. Te wszystkie kłamstwa… To było straszne. Dopiero po chwili zauważyłam, że ze złości i zaskoczenia tak ściskałam tę gazetę, że była cała pogięta. Odłożyłam ją na stoisko i zauważyłam dwie 12, może 13 – latki, które szeptając, najwyraźniej porównywały mnie do dziewczyny na tych zdjęciach. Rozpoznały mnie. Przeszłam tuż obok nich. To było przykre, że teraz pół Ameryki, sądzi że zepsułam ich związek. Byli razem dość długo, media o tym wiedziały. A wszyscy uwielbiali Bruna. Myślałam o tym, i niemal nie wpadałam pod taksówkę przechodząc przez ulicę. Podniosłam w przepraszającym geście rękę do mężczyzny za kierownicą i szybko przeszłam na drugi koniec ulicy.
Złapałam taksówkę i pojechałam na Rokcefeller Center. Jest tam świetny widok na Central Park i Empire State Building. Kupiłam hot- doga i zjadłam go w drodze do Metropolitan Museum of Art. Kiedy po dwóch godzinach skończyłam zwiedzać, pojechałam na Brooklyn. Trochę było to nie po drodze, sporo wydałam na taksówkę. Ale obiecałam sobie, że zobaczę Brooklyn Bridge nocą. A robiło się już ciemno.
Przez okno samochodu obserwowałam budzący się do swojego nocnego życia Nowy Jork. Pobłyskujące neony, tłumy turystów itp…
Auto zatrzymało się. Dałam taksówkarzowi 30 dolców.
Weszłam na oświetlony i piękny Brooklyn Bridge. Był na nim ruch, jak wszędzie w Nowym Jorku. Niesamowity widok - po prawej Manhattan, po lewej Brooklyn, a pode mną East River, w której odbijały się światła.

Potem zadzwoniłam do Bruna, i pojechałam do hotelu Plaza. Za godzinę mieliśmy samolot. Gdy rozmawiałam z nim, powiedziałam mu o tym całym artykule.
-Widziałem to, ale nie zamierzałem czytać. Wiesz, Kate, kiedy jest się osobą publiczną trzeba nauczyć się, że dziennikarze chcą wiedzieć co jesz na obiad i z kim chodzisz na randki. A jeśli ta osoba publiczna nic nie mówi o swoim życiu prywatnym, muszą zacząć wymyślać. No niestety – wzruszył ramionami – Trzeba się przyzwyczaić. Nie przejmuj się tym artykułem.
-Może masz rację… -powiedziałam.
Wtedy zadzwonił mój telefon.
-Halo?
-Guten Tag… ehkm… to znaczy dzień dobry pani, tu Uwe Schäfer .
E… Kto? Ah, no tak! Parę dni temu poszłam na rozmowę w sprawie pracy w „Cukierni babci Lou”. Niedawno zrobiłam prawko, ale nie miałam samochodu. Więc musiałam na niego zarobić. Właścicielem tej cukierni był jakiś Niemiec, z takim niemieckim akcentem, że czasem go nie rozumiałam.
-Oh, dzień dobry panu.
-Dzwonię, bo pani dostać pracę w mojej cukierni.
-Naprawdę? – ucieszyłam się.
-Ja. Proszę jutro przyjść, a my porozmawiamy.
-Dobrze. Już jutro będę mogła zacząć?
-Tak. Proszę przyjść o 9.
-Dobrze, dziękuję, do widzenia w takim razie.
- Do widzenia.
Rozłączyłam się.
-Dostałam pracę w „Cukierni babci Lou” – powiedziałam do Bruna, sięgając po swoją torbę, bo zobaczyłam, że zaczyna zbierać się reszta.
- Robią tam najlepsze babeczki na świecie! Dostaniesz zniżkę dla pracowników, nie?
-Nie mam pojęcia, ale wątpię.
Wiedziałam, że chłopaki szaleją za babeczkami „babci Lou”. Nie mam pojęcia skąd ta nazwa, ale w tej cukierni żadnej babci Lou nie spotkałam.
Potem pojechaliśmy na lotnisko Kennedy’ego. Już po pół godzinie siedzieliśmy w samolocie.
-Ej, właśnie, słuchajcie - jutro chciałem pojechać z Urbaną do takiego hotelu w San Jose, no wiecie, chcieliśmy razem wyrwacćsię gdzieś na weekend. No i… moglibyście zaopiekować się Zadeh’em i Zaimą? O ile macie wolny weekend… - zwrócił się do mnie i Bruna Phil, gdy zajęliśmy już miejsca.
-No pewnie, ja mogę – powiedziałam.
- Ja też, jasne.
-Jedziemy jutro o 18, wpadniecie wtedy?
-Okej, no to świetnie.
Głos stewardessy oznajmił nam, żeby zapiąć pasy. Samolot wzbił się w powietrze, zostawiając w tyle Manhattan.

**********

Wiem, że praktycznie nic się w nim nie dzieje… Obiecuję, że następny będzie lepszy.
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Ta rozmowa z Niemcem była zajebista haha :D
  • awatar Only Bruno: @Cat Machine: Posterczysz trochę nad wymyślaniem nowych słów i będzie świetnie! :P :D
  • awatar Cat Machine: @Only Bruno Wiem, masz rację, że itd. i itp. w opisem głupio brzmi. Zauważyłam to tuż przed dodaniem wpisu, ale nie chciało mi się poprawiać no i masz rację, nie do końca wiedziałam co chcę przekazać. Za ubogie słownictwo mam i brakło mi słów ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Hej, hej ;D Z nudów postanowiłam dodać tutaj piosenki, które ostatnio słucham dość często.
Mirror... Co się będę rozpisywać... Nie mogę przestać tego słuchać.


Mam ostatnio fazę na Billie Jean Jacksona.


i... Beyonce - Love on Top.


I fajna piosenka Elvisa.

Ostatnio odkryłam na nowo Killa On The Run. Uwielbiam tekst tej piosenki. Jestem zabójcą na wolności, złamałaś mi serce, teraz patzrysz na moją broń... patrz jak dla zabawy pociągam spust... Dalej nie pamiętam... Ale oby więcej takich piosenek.

I jeszcze Adele.

Co tu dużo mówić... Adele jest niesamowita. Szkoda, że z Brunem są nominowani w tych samych nominacjach Grammy. Z jednej strony Bruna bardziej lubię, i chciałabym żeby zdobył więcej statuetek, ale z drugiej strony Adele też jest bardzo utalentowana, i zasługuje na nagrodę Grammy. No i jest dużą konkurencją dla Bruna. Ej, fajnie by było gdyby nagrali duet, nie? Bruno i Adele. Byłoby ciekawie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Skończyłam przed chwilą rozdział. Wyszedł jaki wyszedł...




Duża, niebieska lampa, lekko przyciemniona, rzucała na cały parkiet niebieskie cienie, a małe światełka pod barem migotały co chwile, stwarzając wspaniały efekt.
Zamówiłam kolejnego drinka. Wypiłam go szybko, przechylając pomarańczową, wysoka szklankę.
Byliśmy w jednym z najlepszych nowojorskich klubów. Był ogromny. Na środku znajdował się ogromny parkiet do tańczenia, gdzie teraz było dość tłoczno. Pod ścianami ciągnął się bar,z wygodnymi niewielkimi, dizajnerskimi stołkami.
Chłopaki właśnie dawali popis swoich tanecznych zdolności. Zastanawiałam się, jakim cudem jeszcze trzymają się na nogach, skoro tyle wypili.
Wczoraj, gdy przyjechaliśmy do hotelu, od razu ruszyliśmy do swoich pokoi. Mój był niesamowity. Duże łóżko stało pod ścianą, a nad nim wisiał ogromny czarno-biały portret Marlyn Monroe. Ściany były pomalowane zmianę – jedna na czarno , druga na biało. Był też mały, ze zdobionymi nogami stolik i niewielka toaletka w stylu lat trzydziestych oraz szafa. Łózko było nakryte fioletową narzutą, miało mnóstwo poduszek. Najbardziej spodobał mi się kolaż w stylu pop-art z gwiazdami kina ubiegłego stulecia. Lepszego pokoju nie mogłam sobie wymarzyć.
Nie widzieliśmy się z resztą. Rano połaziliśmy z Brunem po Nowym Jorku. Ja chciałam się po prostu pogapić na wystawy sklepów, w których nigdy nic nie kupię, bo nie będzie mnie stać na Madison Avenue i 5th Avenue, ale Bruno uparł się, że musimy iść do Central Parku. Włóczyliśmy się więc po parku, starając się uciec depczącym nam po piętach dziennikarzom z aparatami, którzy ciągle wychylali się zza drzew.
Potem spotkaliśmy się z resztą. Zjedliśmy coś razem, a wieczorem postanowiliśmy iść gdzieś się zabawić, bo jutro chłopaki mieli zaplanowany niemal cały dzień. I tak trafiliśmy do Lunar Club na Upper East Side. Wkręciliśmy się tu tylko dzięki Brunowi. Nie ma o jak być sławnym.Ale przyznam, że to, że na każdym kroku spotykaliśmy z Brunem jakiś jego fanów, trochę mnie denerwowało. Ale on nie był wcale wkurzony, wręcz przeciwnie. Nie wiem, jak to wytrzymuje.
-Za Nowy Jork, miasto, które nigdy nie zasypia! – krzyknął Phredley, podnosząc swoją szklankę do góry. Wszyscy poszli w jego ślady.
Potem znowu DJ włączył jakiś szybki, klubowy kawałek. Tańczyłam z fajnym chłopakiem, miał na oko jakieś 20 lat, ciemne włosy i zielone, niemal hipnotyzujące oczy. Przekrzykując muzykę, udało mi się dowiedzieć, że nazywa się Gary.
Przeciskając się przez tłum, zamówiłam kolejnego drinka.Nie wiem, który to był, ale wypiłam ich już, szczególnie jak na mnie, bardzo dużo. Obok mnie, przy barze, usiadł jakiś facet. Nie zwracałam na niego uwagi, dopiero potem przypadkowo zerknęłam na niego kątem oka.
Fuck.
Oliver.
Wstałam gwałtownie. Na jego widok zrobiło mi się niedobrze. Przypomniałam sobie tę chwilę gdy mnie uderzył. Ten palący niczym ogień policzek, po jego silnym uderzeniu. Kręciło mi się w głowie. Chyba mnie zauważył ale potem zniknął gdzieś w tłumie. Widziałam tylko jego rzucające się w oczy, czerwone jeasny.
Wybiegłam na zewnątrz, tylnymi drzwiami. Gwałtownie zaczęłam łapać powietrze. Usłyszałam czyjeś kroki. Wokół mnie nie było nikogo. Bałam się.
To okropne – bałam się, że zaraz zza tych drzwi wyjdzie Oliver, ktoś kogo kochałam i komu ufałam.
Cisza.
Odetchnęłam. Nie chciałam tam wracać, nie chciałam Go spotkać. A może to nie był On?
Ale dalej było mi niedobrze. Za dużo wypiłam, zdecydowanie.
Która jest godzina?
Zerknęłam na zegarek – 2 nad ranem. Aż tak straciłam poczucie czasu?
O cholera, znowu kroki. Wstrzymałam oddech. Dlaczego ja się boję?
Ktoś otworzył drzwi i wszedł. Widziałam tylko ciemną postać. Potem ten człowiek wszedł w snop latarni. Och, to tylko Bruno.
-Hej, Kate, wszystko gra?
-Tak, no jasne – powiedziałam słabo.
- Zdecydowanie za dużo wypiłem. Zapalę sobie i chyba wracam do hotelu.
Wyciągnął paczkę papierosów. Zabrałam mu ją, wyciągnęłam jednego peta i oddałam.
Popatrzył na mnie zdziwiony.
-Od kiedy palisz? Będziesz mieć raka. Papieros skraca życie o 7 minut czy cośtam. – powiedział. - Z resztą i tak jestem zbyt pijany, żeby się z tobą kłócić. – powiedział, zapalając swojego papierosa.
Paliliśmy w milczeniu.
Po paru minutach doszłam do wniosku, że to nie mógł być Oliver. On nigdy nie założyłby czerwonych spodni. Chciałam w to uwierzyć. Nie chciałam go już nigdy spotkać po tym co mi zrobił. Trudno będzie komukolwiek teraz zaufać, kiedy przed oczami staje mi ta scena, gdy mnie uderzył. Byliśmy przecież parą od ponad 7 miesięcy. Trudno będzie teraz być z jakimś chłopakiem, po tym co się stało.
Siniak z twarzy powoli znikał, ale Oliver z mojej głowy - nie.

********

Mam nadzieję, że nikt nie zasnął przy czytaniu.
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: "-Od kiedy palisz? Będziesz mieć raka. Papieros skraca życie o 7 minut czy cośtam. – powiedział. - Z resztą i tak jestem zbyt pijany, żeby się z tobą kłócić. – powiedział, zapalając swojego papierosa." rozśmieszyło mnie to heheh xD świetny odcinek!
  • awatar Mirror♥ My rise and fall ♥: Aaaaa super odcinek przeczytałam wszystkie odcinki :D Czekam z nie cierpliwością na następny !! :D
  • awatar konczynka: :D zgadzam się z BLUE_lagoon i też czekam na następny rozdział :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 


O JA PIERDOLE!! TO JEST ŚWIETNE! BRUNO I LIL SĄ RAZEM NAPRAWDĘ, NAPRAWDĘ DOBRZY!

Ale mam małe pytanie: Lil Wayne przez cały teledysk łazi bez koszulki. Więc, Bruno ? Dlaczego ty nie jesteś bez koszulki ? Hooligans na to cały czas czekają...


Obejrzałam to zaledwie 3 razy, a już kocham ten teledysk...
  • awatar Young, wild girl ♥: ale Bruno wyglądał .mmm . . niczego sobie .. ;d ta koszula i wgl cały on mmm <3 to jest boskie <3
  • awatar shopcorine: Zapraszam do siebie . Tanie ciuchy , cenę można negocjować:)!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 


Teledysk zapowiada się ciekawie. Ogólnie piosenka jest fajna. Nie słucham rapu, więc myślałam, że mi się nie spodoba, ale te zwrotki, które śpiewa Wayne, są w porządku. To znaczy, ten rap w jego wykonaniu w tej piosence nie jest taki zły.
 

 




Piiiip…
Piiip…
Piiiiiiiiip…..
Bruno, odbierz w końcu.
-Halo?
-Bruno, o ile pamiętam miałeś po mnie przyjechać. Do samolotu mamy godzinę. Gdzie jesteś?
-Sorki, sorki. Już jadę.
-Pytałam, gdzie jesteś.
-No… w studiu. Ale już jadę. Pa.
Rozłączył się. Jak zwykle, Bruno robi wszystko na ostatnio chwilę. Pewnie jeszcze się pakuje.
Zeszłam na dół.
Lorry i Samatha zgodzili się na ten wyjazd. Dzięki bogu. Więc dzisiaj mieliśmy lecieć. Na szczęście wraz z chłopkami z zespołu jechała jeszcze dziewczyna Phredleya – Sue. Lubiłam ją, no i dziwne bym się czuła tylko w otoczeniu facetów.
Po kilkunastu minutach zobaczyłam przez okno samochód Bruna podjeżdżający pod dom Janice. Chwyciłam walizkę i poszłam do salonu, gdzie Sam, Lorry, Jake, Freddie i Beth oglądali telewizję.
-Bruno po mnie przyjechał. Będę już szła. To pa.
-Pa, uważaj na siebie – powiedziała Sam.
Wyszłam na zewnątrz, otwierając drzwi do samochodu Bruna. Usiadałam z tyłu.
-Cześć. Gdzie są wszyscy?
- Czekają na lotnisku.
Jechaliśmy właśnie Hollywood Avenue, która była strasznie zakorkowana. Bruno wściekał się trochę za kierownicą, a ja zerkałam co chwilę na zegarek. Jak tak dalej pójdzie, nie zdążymy na samolot.
Usłyszałam westchnięcie Bruna, parę przekleństw.
-No jedź, bardziej zielone już nie będzie! – powiedział zniecierpliwiony. Nie mogłam się powstrzymać i wybuchnęłam śmiechem.
-To nie jest śmieszne – powiedział, chociaż sam się uśmiechał. – Dlaczego są takie straszne korki?
-Bo mamy piątek?
Ruszyliśmy. Przejechaliśmy zaledwie kilkanaście metrów, a znowu staliśmy… i tak w kółko…
Udało nam się wydostać z korku po pół godzinie. Bruno jechał jak szalony na lotnisko, już niezakorkowanymi drogami. Ale niestety. Na lotnisku trzeba być pół godziny przed lotem. Byliśmy już po odprawie, gdy okazało się, że samolot do Nowego Jorku już odleciał. Więc, utknęliśmy na lotnisku. Siedzieliśmy w terminalu.
Bruno rozmawiał z kimś na lotnisku i dowiedział się, że będziemy mogli polecieć dopiero za dwie godziny. Więc czekaliśmy…
Zadzwonił do Bruna Phillip.
-Tak wiem, nie zdążyliśmy. W porządku, będziemy tam za jakieś… e… 4 godziny. Za dwie będzie samolot, a leci się też dwie. To nie moja wina, były korki. Okej, pa.
Rozłączył się.
-Właśnie lecą. Powiedział, że pojadą po prostu do hotelu, a my tam dotrzemy.
Zaczęli zbierać się ludzie, którzy dziwnie patrzyli na moją twarz. Nic dziwnego, ślady po tamtym pamiętnym wieczorze wciąż były widoczne.
-Ej, Bruno, pożycz mis woje okulary.
-Hm? Po co ci okulary…?- popatrzył na mnie i zrozumiał – Jakie?Mogą być te Chucka Norrisa?
-Kogo? A, okej, tak- uśmiechnęłam się.
Założyłam ogromne okulary, więc nie widać było mojego siniaka.
Podeszło do nas parę osób. Właściwe do Bruna, jacyś tam fani. No dobra, fanki. Było ich trzy. Były śliczne, miały taki fajny angielski akcent. Rozmawiał z nimi, a one zachowywały się normalnie, nie miały napadu histerii na widok Bruna, co się często się zdarzało.
-Nie przeszkadza wam, że zapalę?
-Nie jasne, że nie. Pal. – powiedziała jedna z nich.
Mnie o to nie pyta. Ale Bruno długo sobie nie popalił, bo przyszli strażnicy i kazali mu przestać, bo tu nie można palić.
Te dziewczyny był całkiem miłe. Ja też zaczęłam z nimi rozmawiać. Były siostrami – Mary, Alice i Ellie. W końcu dowiedzieliśmy się, że zaraz odlatuje samolot do Nowego Jorku.
Po pół godzinie siedzieliśmy w nim. Odetchnęliśmy z ulgą. Samolot wzbił się w powietrze zostawiając Los Angeles, i mieniące się morze, które wspaniale wyglądało z małych okienek.
Podczas podróży zasnęłam. Bruno chyba też. Było grubo po północy, gdy obudził mnie głos stewardessy:
-Prosimy zapiąć pasy, podchodzimy do lądowania.
Koła samolotu dotknęły pasa lotniska.
-Nowy Jorku, nadchodzimy! – powiedział z entuzjazmem Bruno, ściągając nasze torby z półek na walizki.
Opuściliśmy lotnisko Kennedy’ego. Bruno pisał do chłopaków, że wylądowaliśmy, a ja próbowałam zatrzymać taksówkę. W końcu udało mi się, i jechaliśmy ulicami Upper East Side, prosto do słynnego hotelu Plaza.


*****


I co myślicie?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Billie Jean is not my lover....

Wychodź z mojej głowy, piosenko...

Billie Jean is not my lover...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Woooww... czy ten cover nie wyszedł mu cudnie? MJ byłby dumny. Na serio, super mu wyszło!
Ostatnio, na VH1 leci "M. Jackson vs. Madonna weekend". Puszczają tam po po prostu na zmianę piosenki MJ i Madonny. I nie mogę teraz przestać śpiewać Billie Jean i Dirty Diana. Oraz You make me feel..
 

 
Szaleję ostatnio z tymi odcinkami:



Podał mi butelkę wody. Podniosłam ją do ust. Ręce dalej mi się trzęsły.
-Kate, ten skurwysyn ci to zrobił? - Bruno był naprawdę zły.
Kiwnęłam głową i spuściłam głowę, żeby nie widział jak płaczę. Do cholery, nie chciałam płakać! Ja nigdy nie płaczę! Jak sobie zawsze wmawiałam – łzy są oznaką słabości. Zawsze od przedszkola, nawet gdy byłam upokarzana, nigdy nie chciałam płakać. Tłumiłam w sobie emocje.
Kopnął nogę krzesła, które z łoskotem odsunęło się parę centymetrów dalej. Usiadł obok mnie, opierając łokcie na kolanach.
-Odwiozę cię do domu, dobrze?
-Okej – zgodziłam się.
Wsiedliśmy do jego samochodu.
-Robił to wcześniej? Bił cię?
Nie odpowiadałam.
-Kate…
-Dobra, tak!
-Wiedziałem. To twoje spadanie ze schodów za często się powtarzało.
Rzeczywiście, mojej wymówki używałam dość często.
Siedzieliśmy w milczeniu. Patrzyłam na ręce Bruna, które zaciskał na kierownicy tak, że zbielały mu kostki.
- Żeby dojechać do domu Janice, musisz skręcić tam.
-Nie jadę do domu twojej ciotki.
-Co?
-Jedziemy na policję.
-Co? Nie, Bruno, ja nie chcę…
-Jedziemy na komisariat! Temu gówniarzowi to nie ujdzie na sucho. Posiedzi sobie trochę w więzieniu i zrozumie, co zrobił. Kate, wiem, że nie chcesz tego zrobić, ale musimy, rozumiesz?
-Masz rację, ale… Chcę jechać po prostu do domu.
-Kate, to potrwa tylko chwilę. Potem odwiozę cię do domu, dobrze? Uwierz mi, nie odpuszczę.
I rzeczywiście. Nie odpuścił. Ale wiedziałam, że miał rację. Więc złożyłam zeznania na policji. Potem Bruno zawiózł mnie do domu Janice. Samantha i Lorry byli przerażeni.

Następnego ranka obudziłam się dość wcześnie. Nie spałam zbyt dużo. Poszłam do łazienki zamierzając umyć zęby i wziąć prysznic. Zerknęłam przy tym w lustro.

Miałam ogromy sinika pod lewym okiem, a mój nos również był w strasznym stanie. Wyglądałam okropnie. To On mi to zrobił. Oliver. Zamknęłam oczy i oparłam się o umywalkę, starając się nie rozpłakać.
-Kate! Jesteś tam? Wychodzisz? –usłyszałam łomotanie od drzwi i głos Elizabeth.
Wyszłam, a gdy mijałyśmy się w drziwahc spytała:
-Ej, wszystko w porządku Kate?
Wiedziała o wydarzeniach wczorajszego wieczoru.
-Tak, no pewnie.
Uśmiechnęłam się do niej słabo. Poszłam do kuchni, gdzie Lorry przygotowywał śniadanie. Porozmawiałam z nim chwilę.
-Hej, Lorry, Bruno z chłopkami jadą do Nowego Jorku. Mają siedem rezerwacji, ale James nie może jechać, więc…
-Spyali czy chcesz z nimi jechać? – spytał, robiąc kolejnego tosta.
-Tak.
-No nie wiem, Kate, to drugi koniec kraju….
-Lorry, i tak za rok wyjeżdżam do college. Nie jestem dzieckiem. Jestem d o r o s ł a.
-Po prostu się o ciebie martwię.
-Nie masz powodów.
-Nie wiem, pogadam z Samanthą, okej?
-Mhm – mruknęłam idąc na górę. Nie miałam chęci gdziekolwiek dzisiaj wychodzić. Chciałam wymazać z pamięci Olivera. A wyjazd do Nowego Jorku tylko mi w tym pomoże.
 

 
Piszecie na blogach pożegnania, bo boicie się, że zablokują bloga. Trzeba mieć nadzieję i ja... nie wiem, nie wyobrażam sobie, że mogliby coś takiego zrobić. Przecież, do cholery, mamy XXI wiek! Nie zablokują pingera. Nie ma mowy! Przecież... Eh...

Wracając do naszej Hooligansowej społeczności - tak starsznie się cieszę, że założyłam tutaj bloga. My wszyscy, Hooligans jesteśmy jak jedna wielka rodzina, co nie? No i tyle nas łączy... Fajnie mieć kogoś takiego, nawet z netu. Więc, mam nadzieję, że ta cała wojna Z ACTA się skończy i nie będzie nam grozić zablokowanie jakiekolwiek strony.
 

 
Hahahah ;D

Dzisiaj moja mama wchodzi do mojego pokoju i mówi :
-Boże,ale masz burdel w pokoju.
A ja na to:
-Lepiej mieć burdel w pokoju niż pokój w burdelu. ;P
Taa, no wiem.

A teraz patrzcie na to co stworzyłam w ciągu godziny. Ale ze mnie harcor, nie? ;p

**

-Cholera – Bruno wyrwał kolejną kartkę ze swojego notesu i wrzucił do kosza. Próbował napisać jakąś piosenkę, ale niezbyt mu to wychodziło. - Chyba nic dzisiaj nie napiszę.
-Nie pisz na siłę, bo potem wychodzą takie „hity” jak The Lazy Song.
-Ej! No wiesz… -udał obrażonego. Wysilił się na uśmiech, ale widziałam że był przybity i zmęczony.
Nic dziwnego, chodził taki cały czas. Wczoraj zerwał z Elaine.
Wprowadził się do niej i sprzedał swoje mieszkanie, musiał więc teraz mieszkać w studiu. A mała kanapa nie była najwygodniejsza. W każdym razie, zatracił się teraz zupełnie w pracy. Cały czas coś nagrywali.
-I do tego skończyły mi się papierosy – powiedział, po dokładnym przeszukaniu biurka.
-Powinieneś rzucić palenie.
-Oj tam, oj tam.
-Papieros skraca życie o 7 minut.
-Okej, jutro kupię sobie plastry Nicorette, skoro tak się o mnie martwisz.
-Kto będzie moim szoferem, jeśli umrzesz, nie?
Zaśmiał się.
Usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
*Oliver*
-Halo?
-Słuchaj, jestem pod tym całym studiem. Chciałaś się ze mną zobaczyć i pogadać? Więc..?
-Zaraz wyjdę, poczekaj, dobrze?
-Okej.
Rozłączył się.
-Będę za chwilę, idę pogadać z Oliverem, przyjechał pod studio. Muszę… z nim pogadać.
-Coś nie gra w waszym związku?
-Tak. Dużo rzeczy nie gra w naszym związku.
Wyszłam na zewnątrz. Było szósta albo siódma. Było zimno i ciemno. Ale oczywiście nie pomyślałam, żeby wziąć kurtkę.
Zobaczyłam Olivera. Wysiadał z samochód i poszedł w moją stronę.
-Cześć.
-Cześć – nachyli się do mnie, ale odsunęłam się.
-Posłuchaj, Oliver musimy pogadać.
- Gadamy, nie? O czym chcesz rozmawiać?
-O nas. Ostatnio…Po prostu… - zaczerpnęłam powietrza. - Musimy się rozstać. To koniec, przepraszam.
Chwila. Dlaczego ja go przepraszam?
-CO? Zrywasz ze mną?
-Tak. Nie wiesz dlaczego?
-NIE!
- Traktujesz mnie jak przedmiot! Wyładowujesz na mnie swoją złość. Wiesz, ile mam przez ciebie siniaków?! Nie powinieneś nazywać się facetem, bo uderzyłeś dziewczynę.
Zamachnął się i za nim się zorientowałam uderzył mnie w twarz. Potem popchnął mnie na ścianę. Zatoczyłam się i zsunęłam po ścianie jakiegoś budynku.
Zobaczył mnie i wykonał taki ruch, jakby chciał coś zrobić, pomóc mi, ale tylko zacisnął dłoni w pięści i odszedł. Tak po prostu.
Dotknęłam drżącymi rękami mojej twarzy. Krew. O boże.
Musiało minąć tylko parę minut, ale dla mnie to była wieczność, gdy usłyszałam trzaśnięcie drzwi do studia i zobaczyłam zbliżając się do mnie postać.
-O cholera. Kate?
Bruno.
Pomógł mi wstać.
-Boże, kto ci to zrobił?
Przytuliłam się do niego bez słowa. Objął mnie. Słyszałam tylko mój urywany oddech.
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: A już myślałam że będzie fight między Bru a Olivierem :D
  • awatar Gość: Oliver to jakiś psychopata :/ mam nadzieję że nie będzie prześladował Kate dlatego że z nim zerwała. a i odcinek świetny :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Okej, nikt tego nie czyta, ale bardzo lubię to pisać. Więc...

*Hooligans wracają do domu!!*
Dostałam esemesa od Bruna. Uśmiechnęłam się i wystukałam odpowiedź.
*Super! Gdzie jesteście?*
*Właśnie wylądowaliśmy. Nie mów, że nie czekasz na nas na lotnisku! ;p*
*E….Jestem na meczu w szkole. Możesz wpaść, bo przegrywamy, a jak zaśpiewa pan Mars wszystkim się humor poprawi *

Nie odpisał.
Mijały ostatnie minuty meczu. Najlepszy chłopak z naszej szkolnej drużyny koszykówki, złamał nogę czy coś w tym stylu, więc pewnie dlatego przegrywali. W każdym razie, rozległ się gwizd sędziego, oznaczający koniec meczu.
Drużyna Krabów (kto normalny nazywa drużynę „Kraby”?) wykonywała właśnie taniec szczęścia i śpiewała baaardzo oryginalną wersję We are the champions Queen. Boże, Freddie Mercury przewraca się w grobie.

Przecisnęłam się przez tłum ludzi, dopijając moją colę i wyszłam na korytarz. Te laski w za krótkich mini, nazywane cheerleaderkami , właśnie kręciły się wokół chłopkaów z naszej drużyny. Nie żebym coś do nich miała, ale poznałam kilka z nich i były strasznie głupie. To oczywiście nie reguła – wszystkie cheerleaderki nie są głupie, ale te które poznałam, nie miały zbyt wielkiego ilorazu inteligencji.
Wyszłam na parking i przeszłam przez niego, poprawiając na ramieniu torbę. Nagle zobaczyłam niebieski mini van, taki jaki ma Bruno. Przyjrzałam się bliżej. Bruno!
Pomachał do mnie. Odmachałam i podeszłam do samochodu.
-Bruno! Co tutaj robisz? – spytałam, gdy wysiadł z auta.
-Mówiłaś żebym przyjechał, więc jestem! – zaśmiał się i rozłożył ręce.
Uściskaliśmy się.
-Podrzucić cię gdzieś? – spytał.
-Do domu. A raczej do ciotki Janice. – odpowiedziałam wsiadając do auta.
-Hm? Czemu?
Opowiedziałam mu o pożarze.
-Nie żartuj! Na serio?
-Tak, to było przerażające. Mów lepiej jak było w trasie!
-Świetnie, jak zawsze.
-Nie powinieneś być teraz z Elaine? Zwykle przez jakiś tydzień nie mogliście się sobą nacieszyć.
Nagle jego rysy twarzy się zaostrzyły, widziałam jak zaciska zęby. Poszperał w schowku i wyjął papierosy.
Popatrzyłam na niego zdziwiona.
-Bruno.
-Co? – spytał, zapalając peta.
-Palisz. Co się stało?
-Nie mogę sobie po prostu zapalić od czasu do czasu? Musi się coś dziać?
-Zbyt dobrze cię znam. Palisz tylko wtedy gdy coś cię martwi, lub gdy ogólnie masz jakiś poroblem. Czasem tylko wychodzisz żeby sobie zapalić. Z resztą ostatnio palisz jakby mniej, i tylko dla tych powodów, które wymieniłam. Więc…?
-Cholera. Musisz zawsze mnie przejrzeć? – spytał z czymś na kształt uśmiechu.
-No mów. Chodzi o Elaine.
-Czytasz w myślach?
Uśmiechnęłam się.
- Wyciągnąłeś papierosa wtedy, gdy zaczęliśmy mówić o Elaine. To nie takie trudne.
-No więc… - westchnął i zaczął mówić.
Patrzyłam na niego ze zdziwieniem.
Skończył mówić.
-Wiem, co o mnie myślisz. Boże, Elaine nie zasługuje na takiego dupka, jakim jestem. Dupek to za mało powiedziane.
Wyrzucił papierosa przez okno samochodu i zmienił bieg.
-Nie wiem co powiedzieć.
Westchnął znowu.
-Będę musiał z nią zerwać. To koniec. Nie wiem, jak mogłem to zrobić. Ale byłem pijany… Tylko ty o tym wiesz. Nie powiedziałem nawet Philowi.
-Cholera, nieźle się wkopałeś.
Nie odzywał się przez chwilę.
-Gdzie teraz skręcić?
-W prawo, o tam. Byłeś w ogóle w domu?
-Nie, wracam z lotniska. – wskazał na tylne siedzenia, zawalone torbami i gitarami. Tak naprawdę gitar było trzy i tylko jedna walizka… Cały Bruno, zabiera w trasy cały swój sprzęt i parę ubrań.
Zatrzymał samochód.
-To tutaj?
-Tak. Ej, Kate, właśnie - za trzy dni jedziemy do Nowego Jorku na taką tam imprezę. James nie może jechać, a mieliśmy już zarezerwowane pokoje w hotelu, więc… Chcesz jechać?
- Ja i siedmiu facetów…?
-Wspomniałem, że będziemy mieszkać w hotelu Plaza? I mamy zaproszenie na pokaz Chanel? A jeśli nie chcesz…- zaczął mnie podpuszczać.
-A czy ja mówiłam, że nie chcę? Zgadzam się, no jasne!
- No to super. Jeszcze porozmawiamy. A na razie… jadę do domu. Cześć.
-Chcesz zerwać z Elaine?
-Tak… Nie ma sensu tego ciągnąć, jeśli nie czuję do niej tego samego co kiedyś. Lepiej, żebyśmy się rozstali niż ciągnęli ten związek, który nie ma już sensu, no nie?
-Tak, masz rację. Cześć.
Przypomniałam sobie o Oliverze. Wrócił już z zawodów, ale ja to odkładałam. Zamknęłam drzwi do samochodu i obiecałam sobie, że jutro się z nim spotkam i skończę… nasz związek. To będzie trudne, ale muszę to zrobić.
  • awatar Gość: ej ej, ja czytam twoje opowiadanie i uważam że jest świetne :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 



Ta piosenka jest niesamowita. Za każdy razem, gdy jej słucham, wsłuchuję się coraz bardziej i...uwielbiam ją coraz bardziej.
 

 
Bruno obudził się, i trochę nie przytomny przysunął się bliżej Elaine. Otworzył oczy.
Chwila. To nie była Elaine.
Obok niego leżała postać z rozsypanymi rudymi włosami na poduszce. Odskoczył przerażony.
Christina obudziła się. Otworzyła oczy. Zobaczyła Bruna.
-Jasna cholera.
Ich ubrania leżały na podłodze.
-Fuck, powiedz że tego nie zrobiliśmy. – powiedział.
-No wiesz, oboje jesteśmy nadzy i…
-O boże. Jak…Jak do tego doszło?!
-Nie wiem, byliśmy pijani i…
-Ja mam dziewczynę!
-Tak wiem, ja nie chciałam żebyśmy uprawiali seks. Nawet nie pamiętam czy to naprawdę zrobiliśmy.
-Ja też nic nie pamiętam! Boże…- ukrył twarz w dłoniach.
Christina owinięta hotelową kołdrą poszła do łazienki zbierając swoje ubrania.
Bruno również ubrał się i po kilkunastu minutach, Christina wyszła z łazienki. Podeszła do niego i powiedziała:
-Posłuchaj my… I tak się więcej nie spotkamy. Zapomnijmy o tym, co się stało. Zapomnij o mnie.
Gdyby to było takie łatwe.
Trzasnęły drzwi i Christina wyszła z mieszkania.

*****

Od pożaru mieszkaliśmy u siostry Sam - Janice.
Cały dół był zniszczony przez ogień. Sam i Lorry strasznie się o nas martwili. Najdziwniejsze było to, że jak twierdził Freddie, wyjął popcorn z mikrofalówki. Czyli, to nie on spowodował pożar. Strażacy powiedzieli… że to mogło być podpalenie. Przerażało mnie to, ale nie myślałam o tym.
Myślałam o Oliverze. Wczoraj znowu się pokłóciliśmy. Nazwał mnie kretynką. I dodał parę innych epitetów. I mnie uderzył. Mocno. Naprawdę. Może tylko chciał wyładować złość, ale zrobił to. Popchnął mnie i…
Przełknęłam ogromną gulę w gardle.
To koniec. Nie mogłam dłużej tego ciągnąć. Muszę zerwać z Oliverem. Wyjechali ze swoją drużyną na finały, wrócą za dwa dni. Wtedy gdy Bruno wraca z chłopakami z Ameryki Południowej.Chciałabym, żeby był razem ze mną. Był moim najlepszym przyjacielem. Nigdy nie miałam przyjaciółki, jak wszystkie normalne dziewczyny w moim wieku. Jakoś lepiej dogadywałam się z Brunem.
Wracając do Olivera - po prostu mu to powiem i… będzie po wszystkim. Ale… Tyle nas łączyło. Przecież, ja go kocham. Albo kochałam.


**
Wyszło jak wyszło...Wiem, że średni...
 

 
Hej...
Wiem, że już sobie postanowiłam, że przestanę pisać opowiadanie, ale... Kurczę, mam taką wenę... Zaplanowałam już niemal 1000 następnych odcinków.
Czy ktoś to w ogóle chce czytać...?
 

 
http://kwejk.pl/obrazek/853097/bruno,mars,dance,;,p.html

Kilikajcie Share to może będziemy na głównej ;p