• Wpisów:143
  • Średnio co: 17 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 16:25
  • Licznik odwiedzin:8 884 / 2508 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Obiecałam wczoraj odcinke, ale wyszło jak wyszło. Właśnie wróciłam z koncertu szkoły Yamaha. No bo, nie wiem czy wspominałam, uczę się grać na gitarze właśnie w Yama...ee... tej szkole( jak się odmienia Yamaha? ). Takie koncerty wyglądają tak, że każdy uczeń uczy się jakiegoś utworu z takiej książki na pamięć no i go gra. Z nauczycielem lub sam.
Nawet spoko sprawa... No nieważne, idę pisać odcinek
  • awatar Story of Bruno Mars.: Uczysz się grać w Yamasze . ? :D :D Też się uczę, ale sama z lekcji na YT i z takiego kursu . Nieskromnie mówiąc nieźle mi to idzie . :D Czekamy na odcineczek :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
hahahah! Patrzcie co znalazłam na bestach.
http://besty.pl/812682
 

 
Chce ktoś odcinek ? Bo nie wiem czy go kończyć pisać czy nie...?
 

 
Heeej... W 4 dni mam prawie 100 odwiedzin! Chodzi mi o to, że zwykle w dziesięć dni było 100 odwiedzin, np. był 80 dzień to było 700 odwiedzin, a jak był 90 dzień to było tak 800. A teraz jest praawie 899, a jest 94 dzień..
Mam się z czego cieszyć, rzeczywiście... Ale świadomość, że ktokolwiek tu wchodzi jest po prostu miła
  • awatar Cat Machine: @Bruno♥Mars: 1 609 dokładnie. No rzeczywiście rzadko... :P
  • awatar Bubble gum ♥: ;) ja tam nawet nie wiem ile mam odwiedzin xD rzadko chyba ktoś do mnie wpada...:P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Kocham ten filmik...
Nie mam pojęcia czemu.


Phil znał tylko pierwszy wers "Proud Mary", ale co tam . Najlepszy był jednak "The way you make me feel" w wykonaniu Bruna
  • awatar Gość: Kocham to !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! To jest świetne !!!!!!!!!!!!!!!! Bruncio jest super !!!!!!!!!!! Aaaaaaaaaaa !!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Ok ,ok troche mnie poniosło :D
  • awatar Cat Machine: @Mirror♥ My rise and fall ♥: no dobra, dobra o "you" zapomniałam :P
  • awatar Mirror♥ My rise and fall ♥: Noo ** THE WAY YOU MAKE MY FEEL** Tak jest poprawnie ;) Kocham to to jest wspaniałe !! <3333333
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

catmachine
 
brunoooo
 
Czyżby nowa Marsocholiczka na pingerze ? Witamy Ale ostrzegam - po paru dniach uzależnisz się od pingera i jeszcze bardziej od Bruna Każda z nas ma już zaawansowaną obsesję, ale nam to nie przeszkadza
Wiec witaj w rodzinie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Strasznie przydługaśny wyszedł...Może nie zaśniecie...Bo nic się w nim prawie nie dzieje...


************


Siedząc w zimnym, ciemnym pomieszczeniu z zabitymi deskami małymi oknami miałam przynajmniej czas, żeby pomyśleć. Przez deski dostawały się do środka tylko nie liczne promienie słońca, tworząc cienkie smugi światła. Siedziałam zazwyczaj na starym, żelaznym łóżku, po turecku, w kurtce Bruna, którą miałam w torbie. Miałam za duże rękawy, ale czułam się w niej po prostu bezpiecznie. To dziwne – zwykły materiał sprawiał, że zapominałam o tym, że za szczelnie zamkniętymi drzwiami siedzą moi porywacze. Zastanawiałam się, czy w końcu nie zacznę świrować, bo przecież od trzech dni siedziałam w tym pokoju, a od czasu do czasu pojawiał się jedne z porywaczy ( obowiązkowo z kominiarką na głowie ) i podrzucał jakieś ohydne jedzenie.
Cholera, jeszcze pięć minut i naprawdę nie dam rady tutaj siedzieć. Nie dość, że się nudziłam, przepełniał mnie strach. Ci ludzie musieli być naprawdę chorzy, żeby porwać mnie tylko dla pieniędzy.
Pieniądze napędzają świat, a ludzie ślepo za nimi podążają. Są zdolni porwać nawet własną córkę. Córkę, którą oddali do adopcji.
Nie mam pojęcia, czy Tucker wie, kim jestem. Wtedy, gdy znalazłam jego dowód, w kieszeniach był jeszcze portfel. Nie zamierzałam go okradać, po prostu odruchowo zajrzałam. Znalazłam dwa zdjęcia.
Pewnie jego dzieci, czego domyśliłam się oglądając małe zdjęcie dziewcznyki, może sześcioletniej, która wyglądała prawie tak jak ja w tym czasie.
I chłopca, kilkuletniego, podobnego do siostry. I do mnie.
Cholera, ja też jestem ich siostrą.
To bolało. Bolało, że ich nie oddali. Najpierw czułam złość, że mnie nie chcieli wychowywać, a ich tak.
Potem smutek.
A potem uświadomiłam sobie, że to dobrze, że trafiłam do Worleyów.
Schowałam dokumenty z powrotem do jego marynarki i milczałam, gdy wrócili z Mosbym. Co miałam mu powiedzieć. Jak by zareagował? Nie mogłam liczyć na scenę jak z amerykańskiego filmu – w zwolnionym tempie padamy sobie w ramiona.
Chociaż przyznam, czuję się jakby to był jakiś kiepski film.
Siedzą tutaj, porwana, w obskurnym pomieszczeniu. Zabrali moją torbę, zwracając ją po chwili, bez telefonu i dwóch Marsów ( ! ). Porywacze, pożal się Boże.
Tęskniłam za Brunem. Nie wiem czemu, ale chciałam go zobaczyć, pogadać, słuchać jak bez końca mówi o gitarze, którą właśnie kupił.
Chciałam wydostać się stąd i po prostu wrócić do domu.
Ciekawe, czy powiadomili chociaż Samanthę.
Wstałam z łóżka i kopnęłam w drzwi, słysząc pomruk niezadowolenia.
- Co znowu ?
-Co znowu?! Dlaczego dalej tutaj siedzę? Wiecie, że jest coś takiego jak Prawa Człowieka?!
Ktoś przekręcił klucz w zamku i drzwi się otworzyły, a za nimi stał Mosby.
- Tylko żadnych sztuczek.
Złapał mnie za ramię, ale ja wyrwałam się mu szybko. Po porostu podeszłam do najbliższego krzesła i usiadałam.
- Nie próbuj uciekać.
-Nie jestem aż tak głupia. Chyba macie tyle oleju w głowie żeby wywieść mnie gdzieś, gdzie nie mogłabym uciec. Chociaż sądząc p waszym ilorazie inteligencji trzymalibyście mnie w centrum LA.
- Lepiej się zamknij, gówniaro.
- A tak szczerze… Gdzie mnie zabraliście?
- I uważasz się za mądrą? Myślisz że ci powiem?
- Znam już wasze nazwiska… I numer rejestracyjny waszego złomu, zwanego samochodem.
-Jak…jak to numer rejestracyjny?
Nie znałam go, ale co szkodziło trochę nakłamać…
- Mam wyjątkową fotograficzną pamięć. Szybko zapamiętuję numery… oraz twarze.
Zaczął nerwowo oblizywać wargi.
- Jeśli wypuścisz mnie teraz, może spędzisz w więzieniu trochę mniej czasu…
- Powiem to jeszcze raz, bo chyba nie rozumiesz – powiedział przez zaciśnięte zęby łapiąc mnie za ramię. – Będziesz siedzieć cicho, albo tobie lub komuś z twojej rodzinki stanie się krzywda. Zrozumiano?
Wyszarpałam się mu.
- Czego ode mnie chcecie?
- Tego pieprzonego leku!
- Nie mam pojęcia gdzie są dokumenty na jego temat, rozumiesz, tępaku? Nie wiem nad czym pracował Lorry!
- Muszą być w jego gabinecie. Dasz nam tylko klucze i będziesz wolna. – powiedział, znowu łapiąc mnie za ramię.
Wyszarpałam się mu.
- A jeśli… jeśli wiem gdzie one mogą być?
-To nam je dasz i nikomu nic się nie stanie. Chyba że wolisz inne rozwiązanie… - wyciągnął nagle z kieszeni broń.
O cholera. Miał pistolet, podobny do tego, który znalazłam w ogródku.
Zaczął się nim bawić.
- Dobra, dam wam go. Musi być w domu.
- Wiedziałem, że zaczniesz współpracować…Spróbuj zadzwonić po policję… Spróbuj…
Przełknęłam głośno ślinę…
- Okej, nie zrobię tego… Ale… nie mieszajcie w to moje rodziny. Co powiedzieliście Samathcie?
- To samo co tobie.
- Może lepiej żeby nikogo wtedy nie było w domu? Dam wam klucze, ale zróbcie coś, żeby nikogo nie było w domu.
- Dlaczego?
- Bo tak.
- Żadnych sztuczek, rozumiesz?
- Zróbcie to co mówię, a dostaniecie to, co chcecie. Obiecuję, nie będzie sztuczek.
Przygryzłam wargę. Dobrze, że Mosby nie wiedział, że robię tak gdy kłamię.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Kto chce usłyszeć Runaway Baby w Esce łapka w górę!
Rejestrować się i proponować hit, jak pisała @It's better if you don't understand.
http://www.eska.pl/goraca20
 

 
heej. Co dostałyście na dzień kobiet?
My od chłopaków z naszej klasy róże i tulipany. Nie dogadali się trochę pod względem tego, jakie kwiaty do siebie pasują, ale liczy się gest.
  • awatar Gość: my dostałyśmy sztuczne róże a w ich pąkach były stringi xD... kocham moich kolegów :P
  • awatar mała:**: ja od mojej ekipy po takim malym bukieciku róż ;D po 3 :D razem 10 bukietow :D.. <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

o ja nie mogę...
Pewnie większość z was to widziała...
Ale co to do cholery jest?!
Wrzucone przez Elektra Records.. A w *1:10* z wózkiem idzie sobie Bruno z Philem...
*1:51* hahaha
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Napisałam odcinek na normalnej kartce, i teraz nie chce mi się przepisywać... To takie nudne, jak można na przykład przeglądać wasze brunowskie blogi. No ale... otwieram Worda i idę pisać
 

 
Czy jest sens pisać to moje opowiadanie? Chyba nie - ostatni odcinek - 0 komentarzy.... Wiedziałam, że wyszedł kiepski, ale nie myślałam że aż tak...
  • awatar Gość: boże dawaj kolejne odcinki :) !!!
  • awatar Cat Machine: @konczynka: @BLUE_lagoon: @Bruno Mars His life ! <333 I Love Youu<3: @One drag for my pain - Bruno ♥: @Bruno♥Mars: Nie dość że się szczerzę jak głupia do komputera, to jeszcze mam ochotę pisać :) Dzięki, że mnie motywujecie :)
  • awatar konczynka: jest sens! ostatni odcinek wyszedł świetny!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Mialam dzisiaj zła dzień. A raczej fatalny. Nieważne. Napisałam rozdział. Na początku pomysł na niego wydawał mi się dobry, ale teraz...Chciałam żeby wyszło oryginalnie, ale wyszło beznadziejnie.
**********

-Czego ode mnie chcecie? – spytałam ponownie. Byłam tak cholernie zła. A może tylko złością próbowałam zapomnieć o strachu? – Co to jest? Jakiś pieprzony film sensacyjny?
Ale po kolei. Jak trafiłam do starej, opuszczonej rudery, kilkanaście kilometrów od Los Angeles?
Naprawdę jak z kiepskiego filmu akcji – jacyś goście w czarnych kominiarkach po prostu mnie porwali.
W biały dzień.
Na środku ulicy.
Nie miałam pojęcia jak tu trafiłam. W drodze musieli mi coś dać, cholera, nie wiem. Obudziłam się dopiero kilka godzin temu
- Co wy sobie kurwa myślicie?! – krzyknęłam znowu.
Przywiązali mnie do krzesła już chwilę temu. Naprawdę…
- Lepiej się uspokój. Bo zrobi się niemiło. – powiedział jeden z nich.
Och, z pewnością.
- Mosby, mówiłem ci, żeby porwać małego, ale niee… - zwrócił się ten sam do drugiego.
Było ich trzech.
- Miło mi cię poznać, Mosby. – powiedziałam
- Cholera! – mruknął ten, o nazwisku Mosby.
- Co ja tutaj robię? Dlaczego mnie porwaliście?
- Słuchaj… nie będziemy się z tobą bawić w żadne gierki. Teraz zadzwonimy do twojego tatusia, a on zaraz przyleci tutaj z tym o co nam chodzi… A chodzi nam o konkretnie jeden lek… Na tropikalną chorobę… Twój tatuś da nam projekt, a ty wrócisz sobie do domku. - powiedział najwyższy. Wyglądali razem śmiesznie – jeden mały i gruby, drugi wysoki, a trzeci bardzo chudy.
- Widzę, że mam do czynienia z profesjonalistami – mruknęłam. - Lorry… nie żyje. Od tygodnia. Czyli chodzi wam tylko o jakiś głupi lek?
Przypomniałam sobie rozmowę Sam z kimś przez telefon i list! Więc o to chodziło! Ci ludzie po prostu chcieli znać recepturę na lek. I dlatego trafiłam w to miejsce, ze spadającym z sufity tynkiem, szarymi ścianami, i jakimiś byle jakimi, starymi, zniszczonymi meblami. Do tych mebli zaliczają się dwa krzesła i jeden, kiedyś chyba biały stolik.
- To nie jest głupi lek… Może nie zdajesz sobie sprawy, ale lek przeciwko tej chorobie, może być warty miliony! Miliony! I.. Czekaj… co? Worley nie żyje?
- Widzę, że nie tylko jesteście głupi, ale także głusi.I tak…on umarł. Zawał.
Ten gruby, Mosby, zaczął się kręcić niespokojnie po pomieszczeniu.
- To wszystko przez ciebie, Crowes! – szepnął ze złością do chudego, Mosby.
- Oo… znamy już drugiego kolegę. – powiedziałam – To bardzo ułatwi składanie zeznać.
- Słuchaj, nie złożysz żadnych zeznań na policję, rozumiesz? Będziesz siedzieć cicho, gówniaro. Crowes, zaprowadź ją do jej „apartamentu” – powiedział ten trzeci, śmiejąc się gardłowo.
Chwila.
Crowes i Mosby. Gardłowy śmiech!
Zaczęłam coś rozumieć.
-To wy… Byliście wtedy w domu, gdy Lorry miał zawał! Powiedzieliście mu coś takiego, co doprowadziło do zawału. Potem uciekliście, zostawiając go.
Wymienili przerażone spojrzenia.
- S…skąd to wiesz…?
- Bo jesteście idiotami. Za dużo oglądacie „CSI”. Porwania wam nie wychodzą.
- Mosby, Cowers, chodźcie tu natychmiast.
Wyszli do sąsiedniego pomieszczenia.
Zostawiając mnie przywiązaną do krzesła. Jeden z nich zostawił marynarkę. Powoli się przesuwając, udało mi się jej dosięgnąć. Złapałam ją i spróbowałam przeszukać kieszenie, co było jednak trochę trudne. Poczułam coś twardego i plastikowego. Wyjęłam to coś. Dowód. Liczyłam na komórkę…
To był dowód tego trzeciego, którego nazwiska nie znałam.
Zerknęłam na plastikową kartę.
O cholera.
William Tucker.
  • awatar Mirror♥ My rise and fall ♥: Ja zawsze czytam tylko dopiero dziś zobaczyłam odcinek :* :* Przepraszam :* A odcinek Wspaniały jak zawsze mi się podoba <33
  • awatar Gość: myślę, że każdy czyta twoje opowiadanie, ale nie ma czasu komentować... ja tam mam, ale wszystko czytam :* :* :*
  • awatar Bubble gum ♥: Nom nom nom no to ja komentuję :) Uuu...dreszczyk emoooocji :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Weekend się niedawno skończył, a ja machnęłam wtedy rozdziała
Chyba za często dodaje te rozdziały xd ;P
Nic się nawet w nim nie dzieje...Przyznaję, nie postarałam się.

***********

- Chcesz? – Bruno podsunął mi paczkę chipsów.
-Nie, dzięki.
Kilka dni temu przyjechał z Wielkiej Brytanii. . Siedzieliśmy obok Alei Gwiazd, patrząc na turystów, którzy cały czas biegali wzdłuż alei, krzycząc „O mój boże, popatrz!, albo „Szybko, zrób mi zdjęcie przy gwieździe Michaela Jacksona!”. Denerwowały mnie te tabuny ludzi… Jeszcze gorzej jest w lecie…
Było już dość ciemno, słońce zachodziło na tle kilku palm. Mimo, że był luty, zaczynało się robić coraz cieplej, a ja nie mogłam się doczekać aż w końcu będzie lato, aż będę mogła całymi dniami siedzieć na Venice Beach… Ale potem przypomniałam sobie o Lorrym, który uwielbiał Venice Beach. To lato bez niego będzie beznadziejne.
- Wszystko gra, Kate?
Najbardziej irytujące trzy słowa na świecie.
-No pewnie, mój ojciec właśnie umarł, ale jest cudownie!- mruknęłam, zła.
Kątem oka zauważyłam jego zdziwioną twarz i dodałam spokojniejszym tonem:
-Och, przepraszam…. - westchnęłam.
-Rozumiem, to było głupie pytanie.
Po chwili ciszy Bruno spytał, czy znalazłam już pracę.
-Wczoraj byłam na rozmowie o pracę w takiej kawiarni. Ale po pięciu minutach rozmowy z szefową niemal stamtąd uciekłam.
-Dlaczego?
-Ta kobieta była straszna! Połączenie Meryl Streep z „Diabeł ubiera się Prady” i Sue Sylvester z „Glee”.
-Aż tak źle?
- O tak…
Milczeliśmy przez chwilę. Potem zerwał się silny wiatr, a ja zadrżałam z zimna.
-Zimno mi. Chyba pójdę do domu.
Wtedy on bez słowa zdjął swoją kurtkę i zarzucił mi na ramiona.
- Co robisz…? Zmarzniesz..
-Oj tam…
-Nie chcę się narazić na ataki twoich fanek, bo odwołałeś koncert z powodu bólu gardła…
Bruno uśmiechnął się tylko.
-O ile się założysz, że jutro będziemy w „People”? – powiedziałam, ruchem brody wskazując na jakiegoś gościa w brązowej kurtce, który od jakiegoś czasu kręcił się tutaj, przyglądając nam. Byłam pewna, że to jakiś głupi dziennikarz.
- Nie zdziwiłbym się… Właściwie, nie obchodzi mnie, co piszą w tych gazetach.
-Dobra, ja naprawdę będę już iść – powiedziałam, zerkając na zegarek.
-Podwiozę cię.
Wsiedliśmy do samochodu. Odruchowo sięgnęłam do schowka, gdzie Bruno trzymał swoje płyty. To był nasz mały rytuał – zawsze czegoś słuchaliśmy, najczęściej z licznej kolekcji jego płyt.
-Co włączyć?
-Nie wiem... Włącz „Carter IV” Wayna’e.
Włączyłam płytę i podgłosiłam na cały regulator.
-Muszę czymś zagłuszyć własne myśli – mruknęłam opierając się o siedzenie.
Jechaliśmy w milczeniu.
-Wiem, że to trochę głupie pytanie, ale…Nie chciałaś nigdy odszukać swoich prawdziwych rodziców? – spytał nagle.
-Moi prawdziwi rodzice to Samantha i Lorry. Ci, którzy mnie oddali to b i o l o g i c z n i rodzice. Ale czasem o tym myślę…Ale skoro wtedy mnie oddali, to czemu chcieliby widzieć mnie teraz?
- Masz do nich żal, że to zrobili? – spytał, zmieniając bieg.
-Nie… Może to nawet lepiej, jeśli nie byli w stanie mnie wychowywać.
-A wiesz cokolwiek o nich?
-Wiem jak się nazywali. Kimberly i William Tucker.
-Mogłabyś ich odszukać, skoro wiesz jak się nazywają.
-Tak, ale zrozumiałam, że to nie ma sensu. Minęło prawie dwadzieścia lat, a oni są dla mnie obcymi ludźmi.
-No tak, masz rację…

Zanim dojechaliśmy do domu, zrobiło się już ciemno. Zaczęłam wysiadać z samochodu, gdy Bruno spytał:
-Kate…A co… z nami? No wiesz… Jest…tak jak było kiedyś…?
Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- No, tak. Wtedy…miałeś rację. Niech będzie… tak jak kiedyś.
Kiwnął głową.
-No to… cześć.
Zamknęłam drzwi samochodu. Stałam przez chwilę na chodniku, patrząc jak odjeżdża. Czemu, do cholery, miałam takie uczucie, jakbym chciała powiedzieć coś zupełnie innego? W drodze do drzwi zorientowałam się, że mam na sobie wciąż jego kurtkę. Ale było już za późno.
Tak przyjemnie pachniała Brunem.
Zdjęłam ją ze złością, bo przypominała mi o tym, czego nie chciałam przyznać sama przed sobą – co czułam do Bruna.
W domu było jak zwykle cicho. Nie mogłam znieść tej ciszy.
Weszłam do salonu, gdzie siedziała Sam, czytając jakiś list czy coś w tym stylu.
- Hej. Co to?
-List. Z firmy… Louder Corporation.
Firma w której pracował Lorry.
- I… co piszą?
-Chcą, żebym kontynuowała projekt nad którym pracował…Lorry – odpowiedziała.
-Oh. Co to za projekt?
- Chodzi o lek na tropikalną, śmiertelną chorobę. Louder Corporaton podpisała kontrakt z taką firmą farmaceutyczną, i doskonalą właśnie ten lek. Niedługo mają zacząć testy na ludziach, żeby sprawdzić czy jest skuteczny… On… zajmował się tym od początku, i chcą żeby zrobił to ktoś… komu można zaufać, bo wiele firm chce znać skład tego leku.
- Aha. Zgodzisz się?
-Och, nie wiem…- westchnęła. Popatrzyła na mnie, jakby liczyła, że pomogę jej podjąć decyzję. Popatrzyłam w jej podkrążone oczy i zmęczoną, smutną twarz. Wtedy zadzwonił telefon. Samntha, odebrała, a ja ruszyłam do schodów, ale doleciały mnie strzępki rozmowy.
-Nie, w żadnym wypadku. Mój maż pracował nad tym kilka lat i nie oddam jego projektów jakieś obcej firmie. Tak, proszę pana. Niech pan mnie nie przekonuje… Tak, wiem, że ten lek może być wiele warty….
Podeszłam na górę, do swojego pokoju. Gdy chciałam zasłonić żaluzje, zauważyłam znowu tego faceta, w brązowej kurtce. Dziwne, nie wyglądał na dziennikarza. Oni zwykle mają aparaty, no i rzadko można spotkać ich pojedynczo. Szedł powoli chodnikiem, przyglądając się naszemu domowi. Zobaczył mnie w oknie i przyśpieszył kroku.
Nie zastanawiałam się nad tym.
Zaczęłam się zastawiać, gdy następnego ranka znowu zobaczyłam go pod domem. Wsiadł do małej półciężarówki.
Gdy wyszłam z domu, znowu zobaczyłam ciężarówkę. Zamierzałam nie zwracać na to uwagi, ale obleciał mnie strach, gdy ona zatrzymała się tuż obok mnie. Coś zachrobotało i ktoś zaczął otwierać drzwi od strony pasażera…
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
No dobra, jak chcecie. Ale zanim zanudzicie się na śmierć, powiem wam o filmie *Spadkobiercy* na którym właśnie byłam.
No więc. Film jest dobry. Naprawdę dobry. Hawaje. George Clooney. Ciekawa historia bez bajkowego, lukrowanego happy endu. Jest taki po prostu prawdziwy. Bez naciągania, i pokazywania idealnego świata, w którym rodzina nie ma problemów, siada codziennie razem przy kolacji i żyją długo i szczęśliwie.
Dobry film.

No dobra, teraz o mnie. Więc...Hm. Nazywam się Ola. No, Aleksandra. Średnie imię... Takie pospolite. Ale nie jest źle...
Uwielbiam Bruna ( spodziewałybyście się tego?). Lubię czytać, grać na gitarze... no i co by tu jeszcze... Mieszkam w Rzeszowie. Podkarpacie.Nie lubię...e... wody gazowanej. Nie znam nikogo, kto by nie lubił wody gazowanej. Ale ona jest ohydna. Jakby się piło same bąbelki. Okej, teraz o moich planach. No więc, chciałabym pójść na studia dziennikarskie, lub coś w tym guście. Lubię pisać, po prostu. Pisałam już dwa opowiadania blogowe, to jest trzecie. Uwielbiam Bruna i pisać, więc czemu nie połączyć to jedno? Chciałam, żeby wyszło coś oryginalego, ale mam wrażenie, że to moje opowiadanie zamienia się w takie, których jest pełno...
Okej, teraz trochę o ludziach. Nienawidzę płytkich ludzi. Irytują mnie ludzie z przerośniętym ego. Oraz fałszywi przyjaciele. Lubię ludzi, którzy są po prostu sobą, nie udając nikogo.
Chcieliście, to macie ;P. Kiepsko mi to wyszło, ale co tam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Jeszcze dwie odwiedziny, i będzie równe siedem stówek
Obiecuję, że wtedy napisze coś o sobie... Jeśli kogokolwiek to interesuje...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 



Zaczęłam lubić Lil Wayne'a. Czym jestem naprawdę zaskoczona, bo nigdy nie słuchałam takiej muzyki. Tak naprawdę lubię tylko tą no i "Mirror"...

Ale "How to Love" to naprawdę dobra piosenka.
 

 
Dobrze... Powstał odcinek nr 15... Sporo ich ;p Wiecie co mnie najbardziej motywuje do pisania? Wasze komentarze. Nawet jak widzę że ktoś wcisnął 'Lubię to', do razu chcę mi się pisać...Widząc, że ktoś czyta te wypociny, napisałam kolejny rozdział.

******

Nienawidzę pogrzebów. Ta przygnębiająca atmosfera panująca tutaj mnie dobija. Jeśli dodać do tego jeszcze sytuację w domu… Mam ochotę wyjechać stąd, nigdy nie widzieć już tych uchylonych drzwi do gabinetu Lorry’ego, z którego wyszedł tego dnia. Wszystko przypomina mi o nim. Nie mogę jeździć jego samochodem. Nie daję rady. Stoi w garażu, nie chcę nawet na niego patrzeć. Z tyłu wciąż leżą jego teczki i jakieś dokumenty potrzebne mu do pracy.
Samantha jest kompletnie załamana. To, co się stało całkowicie ją przerosło.
Jake przeżywa to na swój sposób, wciąż zadaje pytania. Próbowałam mu wszystko wytłumaczyć, ale on dalej chyba tego nie rozumie. Ma tylko 4 lata, ale ja nie potrafię odpowiadać na jego pytania…. To za trudne…

Zaszyłam się za cmentarzem. Wolę być sama. Czułam, że nie wytrzymam wśród tych wszystkich ludzi.
Potrzebowałam Bruna. Jako przyjaciela. Tylko jako przyjaciela. Ale on był prawie na drugim końcu świata – w Londynie. Rozdanie nagród Brit Awards czy coś w tym stylu.
Ludzie ubrani na czarno wychodzili powoli ze cmentarza. Kto stawiał jeszcze kwiaty na grobie kwiaty.
Na grobie Lorry’ego.
Otarłam ze złością łzę spływającą mi po policzku. Zerwał się zimny wiatr, uginający małe drzweka posadzone wzdłuż ogrodzenia. Poprawiłam płaszcz i ruszyłam ulicą w kierunku samochodów, zaparkowanych po bokach niewielkiej drogi na przedmieściach. Zobaczyłam Joego, mojego wujka. Przyjechał wczoraj z New Heaven, na pogrzeb. Wsiadał do samochodu razem z Sam. Podeszłam do nich i również wsiadłam do fiata Joeego, zapinając pas i starając się z nie patrzeć im w oczy.
Nie rozmawialiśmy przez całą drogę. Gdy dojechaliśmy pod dom, zobaczyłam w oknie smutną twarz Jake’a. Elizabeth z nimi została. W środku panowała ogłuszająca cisza. Beth siedziała przy stole w kuchni, pijąc kawę. Nie trudno było zauważyć jej podkrążone oczy i zszarzałą cerę.
-Hej…- powiedziałam cicho.
Włączyłam czajnik i oparłam się o blat.
-Co to? – spytałam widząc obok niej na stole dyktafon.
-Na zajęcia z dziennikarstwa. Muszę zrobić z kimś wywiad.
Wstała od stołu i włożyła kubek do zmywarki.
-Więc dlaczego jest włączony?
-Hm?
-Popatrz, jak ten przycisk jest tutaj, to znaczy, że jest włączony.
-Cholera! Czyli wywiad który zrobiłam się nie nagrał?
Pstryknęła przycisk „play”. Słychać było tylko jakieś szumy i czyjeś kroki.
-Leżał cały dzień w moim pokoju… Świetnie…
Skończyłam robić sobie kawę i wrzuciłam puste opakowanie po niej do kosza, z którego już wszystko się wysypywało. Zabrałam worek i poszłam wyrzucić je na zewnątrz.
Idąc do śmietnika nadepnęłam na coś twardego. Było niemal całe w trawie. Podniosłam przedmiot.
Co to…?
Dopiero po kilku sekundach uświadomiłam sobie, że trzymam w ręku mały, czarny pistolet. Byłam tak zaskoczona, ze z powrotem spadł na ziemię. Niewiele myśląc podniosłam go i wrzuciłam do pełnego worka. Zatrzasnęłam pokrywkę śmietnika i chwilę stałam tak, zastanawiając się, co to robiło w naszym ogródku....
Gdy wróciłam do domu. Wujek rozmawiał z Elizabeth i Sam w salonie. W kuchni wciąż jeszcze leżał nie wyłączony dyktafon.
Nachyliłam się, żeby go włączyć, ale zatrzymałam się bez ruchu.
Usłyszałam ciche nucenie Lorry’ego. Dyktafon musiał leżeć w kuchni, któregoś dnia gdy wychodził do pracy.
Coś ścisnęło mnie za gardło.
Nie dam rady tego słuchać…Już miałam wyłączyć urządzenie, gdy usłyszałam jakiś trzask, potem następny i czyjeś kroki.
-Co do cholery…? – to był zaskoczony głos Lorry’ego – Kim wy…
-Słuchaj, Worley. Nie chciałeś zrobić tak jak ci kazaliśmy…- jakiś obcy głos.
Trzask, trzask… Niewyraźne słowo…
-… twoją żonę…. Następne będą dzieci…
-Co… Co jej zrobiliście? – usłyszałam krzyk Lorry’ego.
Gardłowy śmiech kolejnej osoby. Musiało ich być dwóch. Ale co to za ludzie? Nic nie rozumiałam….
-Już się jej pozbyliśmy… Nie martw się…
- Co ?
-Ale jeśli…
Coś spadło na podłogę, roztrzaskując się.
Kubek Lorry’ego! Pomarańczowy z czarnymi paskami! Widziałam kawałki szkła w worku na śmieci!
Potem słychać niewyraźne przekleństwa.
- Co jest…? Crowes, co…co mu się dzieje?
- Spieprzamy!
- A projekt na lek?
-Nie ma czasu! Jeśli ktoś nas zobaczy, albo jego, będzie po nas…
-Po co mówiłeś o tej żonie! Zawiadomi gliny!
-Wstawaj ! Chodźmy stąd.
-Ale…Boże, a pogotowie… Może… - nie zrozumiałam co powiedział potem.
- Spieprzamy stąd! Teraz! Trzeba iść do Mosby’ego.
Potem słychać już było dziwny hałas.
Wyłączyłam dyktafon. Nic nie rozumiałam.
Ale nie mam pojęcia czemu, bałam się.
Nie miałam wątpliwości, że to nagrało się tego dnia, w którym zmarł Lorry.
 

 
Muszę to gdzieś napisać.


Głupota i naiwność innych ludzi zaskakuje mnie cały czas. Chodzi mi o moją przyjaciółkę (nie, przepraszam, dziewczynę z mojej klasy). Cała historia zaczyna się kilka miesięcy temu jak ona zaczyna chodzić z takim gościem ze szkoły. Okej, fajnie, on jest całkiem w porządku.
Nie, nie był w porządku, co wyszło dopiero potem. Potem okazało się, że jest jednym z największych idiotów, jakich w życiu spotkałam. Szkoda mówić.
Zerwała z nim, i żałowała, że straciła z nim czas. Ale on nie potrafił się nawet rozstać z klasą ( takie słowo nie występuję w jego baaardzo ubogim zasobie słów). W każdym razie rozstanie nie należało do najprzyjemniejszych, szczególnie dla niej. Minęło kilka miesięcy... i co? I okazuję się że ona znowu z nim chodzi.
Nie chcę mi się pisać, co on wtedy robił, gdy ze sobą pierwszy raz chodzili, ale po tym myślałam, że nie popełni tego błędy DRUGI RAZ! Ja pierdolę, jak można być tak PŁYTKIM! Leci tylko na jego wygląd.
A żeby było ciekawiej, ona, wspaniała przyjaciółka, poprzednim razem, tym pierwszym, gdy nie miała o czym rozmawiać ze swoim cudownym chłopakiem, rozmawiała o mnie i mojej ( prawdziwej ) przyjaciółce. Mówiła mu wszystko to, co jej powiedziałyśmy. Nabijała się z nas po prostu. A gdy to wyszło na jaw, nie stać jej było na przepraszam.
Zawsze myślałam, że jest inteligentna i że nei zasługuję na kogoś takiego jak on.
Ale teraz myślę, że oni dobrze się dobrała z tym niedojrzałym idiotą.
 

 
Ocenę pozostawiam wam...

*********

-To twoje czwarte spóźnienie w tym tygodniu. Rozmawiałem już z żoną, Cathrino - powiedział Schäfer, mój szef. Nie potrafiłam dobrze wymówić jego nazwiska, a on przekształcał moje imię na bardziej niemieckie – I… jesteś zwolniona.
-Co?!
Czy to moja wina, że są korki?
-Ja, ja, dobrze usłyszałaś. Nie pracujesz już w meine cukiernia – powiedział. – Twoja wypłata.
Trzymał w ręce kopertę z pieniędzmi. Wzięłam ją od niego, poprawiłam torbę na ramieniu i wyszłam, trzaskając drzwiami.
Dobra, spóźniłam się, ale pracowałam najlepiej ze wszystkich. Połowa pracowników była jego rodziną, więc wiedzieli, że ich nie zwolni i robili co chcieli. Czasem tylko ja naprawdę pracowałam, bo reszta jego leniwych córeczek była zajęta malowaniem paznokci.
Wsiadałam do samochodu Lorry’ego i zajrzałam do koperty.
Chwila, co to ma być?!
PIĘĆ DOLARÓW. W kopercie było pięć dolców.
Za to mogę sobie kupić najwyżej dwie te ohydne babeczki (dobra, nie były ohydne…)
O, nie. Wysiadałam z samochodu z zamiarem pójścia do cukierni i wygarnięcia tej rodzinie co o tym myślę. Nie odpuszczę. Pięć dolarów! To jakiś żart?
Zrobiłam zaledwie parę kroków, gdy usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
*Samantha*
-Halo?
- Kate… - powiedziała tylko, ale usłyszałam jej załamujący się głos.
-Co się stało?
-Lorry… jest w szpitalu. Zawał prawej komory serca.
- Cco?- prawie wypuściłam telefon z ręki.
- Też tu jestem, Elizabeth została z dziećmi.
-Zaraz przyjadę. Który to szpital ?
-Nie, Kate, jedź lepiej do domu.
-Pytałam, który to szpital.
- U nas, na West Florence Avenue. Ale jedź najpierw do domu i sprawdź co u dzieci.
-Dobrze.

Pojechałam tam. Ściskałam kierownicę mocno, aż zbielały mi kostki.
Miałam złe przeczucia. Lorry zawsze miał problemy z sercem.
Po prostu się bałam.
Zapomniałam o tych pięciu dolarach. Pojechałam do domu.
W środku panowała cisza. Wszyscy mieliśmy ferie zimowe, ale wydawało się jakby nikogo nie było. Zastałam Elizabeth, Freddiego i Jake’a w salonie.
-Wiesz już coś? – spytała Beth, podrywając się na mój widok.
-Nie. Pojadę teraz do szpitala, Elizabeth zostań z nimi, dobra?
Niechętnie przytaknęła.
-Kate… A tata wyzdrowieje, prawda? – spytał Jake.
-Tak… no…pewnie. – powiedziałam siląc się na uśmiech.
Wyszłam z domu i pojechałam prosto do szpitala. Udało mi się odszukać dość szybko Sam.
- Oh, Kate! – powiedziała, gdy mnie zobaczyła, wstając z krzesła na którym siedziała, w poczekalni.
-I…co? – spytałam, próbując zachować neutralny ton.
-Lekarze mówią, że jest lepiej. Ja muszę wracać do pracy.
Samantha była laryngologiem w tym szpitalu. Była jeszcze ubrana w swój fartuch.
Wyczytałam z jej twarzy strach i obawę. Bała się o Lorry’ego, tak samo jak ja.
- Jeszcze nie wpuszczają nikogo do sali. Przyjdę tak szybko, jak będę mogła.
Siedziałam w poczekalni, patrząc tępo na ścianę. Nawet nie zauważyłam, kiedy ktoś stanął obok rzędu krzesełek. Odruchowo odwróciłam głowę.
Jasna cholera, co on tu robi?
Przede mną stał Bruno.
Dobra, dobra – tęskniłam za nim. Za zwykłą rozmową z nim, o niczym. Ale po tym co zaszło, wtedy po Grammy…
- Co tutaj robisz?
Usiadł obok mnie.
- Chciałem pogadać. Brakuje mi cię, Kate. Naprawdę.
Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo zobaczyłam, że pod salą 53, w której był Lorry zrobił się nagle jakiś ruch.
- Hej, co się dzieje? – zatrzymałam jakiegoś lekarza.
-Porozmawiam z panią za chwilę- wszedł szybko do sali.
Usiadałam obok Bruna.
- Co się stało? – spytał.
-Nie wiem. Ale…- urywałam.
-Ej, będzie dobrze.- powiedział pocieszająco Bruno.
- Skąd wiedziałeś że tu jestem?
-Elizabeth mi powiedziała. Pojechałem tam do was – powiedział.
-Wiesz… Mi też ciebie brakowało.
Siedzieliśmy tak po prostu obok siebie, nie rozmawiając. Milczeliśmy, ale żadnemu z nas to nie przeszkadzało. Jak mówił Lorry, jeśli można z kimś po prostu milczeć, to można z nim zrobić wszystko.
Oh, Lorry….
Minęło kilkanaście minut, gdy podszedł do mnie jakiś lekarz.
-Pani…jest córką Lorry’ego Worleya? – ¬¬
Zwykle wahałam się w takich chwilach. W końcu tak naprawdę nie byłam jego córką.
-Tak.
Lekarz nerwowo poprawił swoje okulary.
Nie, proszę, nie mów tego.
-Bardzo mi przykro, ale…
Nie….
-…zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy.
Zakręciło mi się w głowie. Oczy zaszyły mi łzami.
To niemożliwe, przecież….
Bruno przytulił mnie mocno. ¬¬
Najgorsze było to, że musiałam teraz powiedzieć to Sam, Elizabeth, Freddiemu i Jake’owi.
To za dużo jak na jeden dzień.
Usiadłam na krześle.
Byłam po prostu w szoku. Przypomniałam sobie te wszystkie chwile z Lorrym.
Wtedy, usłyszałam , jak z recepcji dobiegają ciche dźwięki „Imagine” Johna Lennona. Ulubiona piosenka Lorry’ego. Zawsze jej słuchał.
Ta piosenka była o pokoju na świecie (John Lennon po rozpadzie Beatlesów pisał tylko takie piosenki). Mówił, że ta piosenka jest częścią jego życia. Nie, nie był hipisem, po prostu ja lubił.
Była piękna.
Przypomniałam sobie, jak nucił ją zawsze przed pójściem do pracy.
Nigdy nie lubił pracować w dużej korporacji. Garnitur do niego nie pasował i tyle.
Uśmiechnęłam się przez łzy na wspomnienie jego głosu, gdy mówił:
-Kate, nigdy nie pracuj w dużej firmie. Nigdy! Spełniaj swoje marzenia.
Zawsze zastanawiałam się, jak to możliwe pokochać obce dziecko, które się zaadoptowało. Samantha i Lorry to zrobili – wychowali mnie, jakbym była ich prawdziwą córką.
Sam była poważna, a Lorry całkiem inny. Gdy byliśmy dziećmi, to on chętniej się z nami bawił i wygłupiał.
Ostatnim zdaniem, które do niego powiedziałam, było: „Dlaczego nie pożyczysz mi samochodu? No proszę, muszę się odstać do pracy! Jeśli boisz się, że go rozbiję to kup mi własny!”
A on powiedział, że dobrze, mogę go wziąć, i że nie stać nas na samochód oraz, że powinnam sama na niego zarobić, żeby nauczyć się wartości pieniędzy. Ja przewróciłam tylko oczami i wzięłam od niego kluczki.
Już nigdy nie zobaczę jego uśmiechniętej twarzy, nie usłyszę jego głosu.
Kolejna łza spłynęła mi po policzku. Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo go kochałam.
Lorry, dlaczego odeszłeś?

*********

Dam jeszcze piosenkę Imagine. Może nie pasuje to treści, ale jakoś... nie wiem, lepiej się to czyta i pisze słuchając jej, szczególnie koniec.
  • awatar Cat Machine: @Another Bruno Mars's Stories: Na serio? To jest śmieszne? Bo jak to pisałam, nie przyszło mi do głowy że jest :D
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Oczywiście końcówka smutna i szkoda że Lorry odszedł... Ale te "Ja, ja, dobrze usłyszałaś. Nie pracujesz już w meine cukiernia " hahaha płaczę ze śmiechu xDD dziewczyno Ty nawet nie wiesz jak jesteś zabawna :) potrafisz rozśmieszyć takimi zwykłymi tekstami :)
  • awatar Mirror♥ My rise and fall ♥: Bardzo wzruszające :C
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

brunomars99
 
catmachine
 
WSZYSTKIEGO NAAAAAAJLEPSZEGO I BRUNOWEGO!!!
NO I PATRZ - pamiętałam
  • awatar Gość: Hah uwielbiam go.!! ^^
  • awatar Bubble gum ♥: @Cat Machine: no też bym taki chciała >:D :P :D
  • awatar Cat Machine: wielkie, wielkie dzięki! :D Taniec urodzinowy od Bruna to już coś ;P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Moje urodziny... Latka lecą, oj lecą ;p


Chciałabym dostać Do - wops & Hooligans... Nie mam jej jeszcze, ale chwilo u mnie brak kasy, a NAPRAWDĘ muszę w końcu kupić tę płytę. Albo T - shirt z napisem np. "Today I don't feel like doing anythig" jakie można kupić na brunomars.com.
Ale tak naprawdę, chciałabym żeby ludzie po prostu pamiętali. Jak na razie, większość o mnie pamięta
Mamy weekend, więc mam dużo czasu, więc, może, może powstanie odcinek....Jeśli ktoś byłby zainteresowany...
  • awatar Cat Machine: @Voices in My Head: @Mirror♥ My rise and fall ♥: @konczynka: @I'm a Killer On The Run: Nieważne, że spóźnione czy nie, ważne że są :) Dziękuuję :)
  • awatar Mirror♥ My rise and fall ♥: Spóźnione ale no...nie było mnie wczoraj wybacz;) WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!! WSZYSTKIEGO BRUNOWEGO!!! powinno być :D :* :*
  • awatar konczynka: wszystkiego najlepszego :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Czemu wszyscy gadają o Walentynkach a nie o Tłustym Czwartku? Nie rozumiem tego, ale nieważne...;D W każdym razie - muszę się uczyć matmy i innych moich ukochanych przedmiotów, ale tak mi się nie chcę...Więc znowu, napisałam odcinek, chociaż chyba moje opowiadanie wam się już nie podoba... Ale staram się...
*******
Siedzieliśmy w ogromnym korytarzu, na niewielkiej kanapie. Bruno z wyciągniętymi przed siebie, skrzyżowanymi nogami i rękami w kieszeniach spodni od garnituru. Ja siedziałam obok niego, dopijając mojego szampana.
Było grubo po północy, już po gali i after party. Było naprawdę świetnie. To fajne uczucie, na chwilę znaleźć się w świecie VIP- ów. Miałam na sobie błyszczącą sukienkę Oscara de la Renty, która kosztowała 700 dolarów (!). 700 dolców! Jeśli dalej tak będzie, nigdy nie kupię samochodu. Ale z drugiej strony, wyglądałam w niej naprawdę dobrze.
Gala w sama sobie była udana. No może nie dla Bruna…
-To trochę niesprawiedliwe, że Adele zgarnęła wszystkie nagrody - powiedziałam, podnosząc kieliszek do ust.
Bruno wzruszył ramionami.
-Przecież na to zasługiwała.
-Jasne, czyli nie jesteś ani trochę zawiedziony, że nic nie dostałeś ?
-No wiesz… - Bruno wyprostował się – Chciałbym coś dostać, ale to tylko nagrody Grammy. Nie zawsze wygrywasz, nie?
- No tak… Wiem, że twoje ego będzie jeszcze bardziej przerośnięte, ale – mieliście najlepszy występ tego wieczoru.
-Dzięki. Staraliśmy się. Hej, uważasz, że mam przerośnięte ego?
-Eee…
-No wiesz – udał obrażonego.
-Żartuję. Ale może… troszeczkę…
-Wiem o tym, ale nic na to nie poradzę…. Że jestem taki świetny – zażartował.
-Jasne – przewróciłam oczami.
- Nie widziałaś mojego popisowego kroku? –Bruno wstał i zaprezentował mi swój taniec Jamesa Browna.
Znowu przewróciłam oczami, ale zaśmiałam się też, na widok tego co Bruno robił. On również się uśmiechał. Potem popatrzył mi głęboko w oczy.
Nie patrz w jego oczy… Odwróć głowę – powtarzałam w myślach, ale…Nie zdążyłam nic zrobić, bo Bruno pochylił się nade mną i zanim zdążyłam zareagować, pocałował mnie. To trwało tylko kilkanaście sekund, ale nie spodziewałabym się tego. Mimo, że podświadomie chciałam tego. Trudno było mi to przyznać samej sobie.
- Cholera. Nie powinniśmy tego robić – powiedział cicho.
Nie było to tym, co chciałam teraz usłyszeć. Cofnęłam ręce, które nieświadomie trzymałam na jego karku, a Bruno zabrał swoje z mojej talii.
-Słuchaj, Kate, my…
-Nie, Bruno, to ty posłuchaj. Wiem, że znowu zrobisz to samo co… wtedy. Nie rozumiesz, że nie da się tak po prostu udać, że nic się nie stało? Kiedy… kiedy…ktoś….jedna osoba czuje coś do drugiej, nie da się nagle przestać…coś czuć do tej… drugiej osoby – plątałam się.
-Ale ja… chcę, żebyś była moją przyjaciółką, Kate.
-To dlaczego mnie pocałowałeś?
-Nie wiem, to było tak… jakby…
-Może niechcący, co? Niechcący można strącić szklankę ze stołu, a nie kogoś pocałować, jeśli nic się do niego nie czuje.
-Nie dziw się mi, Kate. Jesteś śliczna i… i inteligentna.
-Więc dlaczego tak boisz się, żebyś my byli dla siebie kimś więcej niż przyjaciółmi.
-Ja mam 26 lat, a ty 19. To się nie uda, a wtedy...
Nie dowiemy się, jeśli nie spróbujemy – chciałam powiedzieć.
-…przestaniemy się przyjaźnić. Nie chcę cię stracić. – ciągnął dalej.
-Trzeba było o tym pomyśleć zanim mnie pocałowałeś… Bruno, to… już ci mówiłam. Nie da się nagle przestać czuć coś do drugiej osoby. A… przyjaciele nic do siebie nie czują, prawda? Więc może będzie lepiej, jeśli przestaniemy się widywać.
-Właśnie tego się bałem. Kate… poczekaj…
Sięgnęłam po swoją torebkę.
-Tak będzie lepiej, Bruno.
Odeszłam, zostawiając go, stojącego na środku korytarzu. Wyszłam na zewnątrz, uświadamiając sobie, ze nie wzięłam płaszcza, ale nie chciałam tak wracać. Próbując stłumić w sobie smutek i ukłucie w sercu, poszłam do postoju taksówek. Znalazłam jakąś i podałam taksówkarzowi adres. Patrzyłam ponuro w okno. W połowie drogi w radiu, którego słuchał kierowca, usłyszałam Count on me.
If you ever find yourself stuck in the middle of the sea,
I'll sail the world… to find you….
Nigdy jeszcze nie słyszałam tej piosenki radiu. Była o przyjaźni, no i była Bruna, co jeszcze bardziej mi o nim przypomniało.
-Przepraszam, mógłby pan wyłączyć radio? Bardzo proszę – spytałam cicho kierowcę.
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Jak ją pocałował zrobiłam takie "Awwww" a tu nagle Go zostawiła i taki "Buuuu" :(
  • awatar Mirror♥ My rise and fall ♥: Ja nie lubię ;p Ja je KOCHAM :D I Chce jeszcze!!!!!! :D :*
  • awatar Only Bruno: Ja je lubię. :) Pisać, nie wiem czy planujesz, ale nie przestawaj! Miło jest sobie wejść na Twojego bloga i sobie coś od czasu do czasu przeczytać o Bru :D :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wczoraj była gala Grammy. Wg mnie, niezbyt dobra.
Adele: 6 nagród, 6 nominacji.
Bruno: 0 nagród, 6 nominacji.

Lubię Adele, ale...Bruno zasługiwał na przynajmniej jedną nagrodę...Szkoda, że tak wyszło...
Ale ludzie, którzy wybierali, kto dostanie nagrodę, nie przemyśleli swojej decyzji, a udowodnił to Bruno swoim występem. Jak zawsze, niesamowitym.